Ech, pogański coming out... *łezka w oku* Ja chyba nigdy nie miałem problemów. Raz, że trzeba sobie wspólnie i umiejętnie znajdować znajomości, dwa - to, co z tych znajomości wynika. Nigdy nie spotkałem się z odrzuceniem etc.
Właściwie jedyny taki przypadek to część mojej rodziny mianowicie matrix i babcia, które to są raczej negatywnie do rzeczy nastawione. Babcia wprost powiedziała mi kiedyś "czy ja się zamierzam przechrzcić na diabła?!", zatem - you do the math. Ojciec zapytał tylko - to już było kilka lat temu - czy to jakaś sekta (chodziło o OBOD) i jak powiedziałem, że nie, to tylko kiwnął głową.
All in all, ja jakoś nie mam z tym problemów. Bardziej bawi mnie mówienie o innej należącej do mojej osoby rzeczy/stanu (pozdrowienia dla Tin i Elwingi

), bo wtedy ludzie z reguły ciekawiej reagują.
Tak czy inaczej, złych wspomnień nie mam. Księdza i tak do domu nie wpuszczam, kościoły omijam szerokim łukiem, zaś jeśli chodzi o znajomych katolików/chrześcijan, to są to najczęściej ludzie na bardzo wysokim poziomie i możemy sobie pogadać o sacrum, a nie panie bucku i, excuse le mot, ruchaniu drzewek.