Międzynarodowa Federacja Pogańska

Forum PFI PL
Teraz jest wtorek, 16 lipca 2019, 12:10

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 93 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 października 2007, 22:37 
Offline
Arcyrozmowny

Dołączył(a): czwartek, 13 września 2007, 14:05
Posty: 490
Lokalizacja: Poznań (powiedzmy ;))
A'propos postu Rawimira mam pytanie do ogólu, a raczej do tej części ogólu, która uważaja, że zmycia chrztu nie potrzebuje (i sobie sama też ja zadaję):

Czy nie boicie się, że ta pieczęć, nić, czy jakkolwiek to nie nazwać, kiedy wylezie wam na wierzch?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 października 2007, 22:50 
Offline
Kapłanka Hathor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 8 września 2007, 22:33
Posty: 3271
Lokalizacja: lubelskie
Cytuj:
Dla mnie chrzest jest nałożeniem pieczęci
Taki jest chyba cel tego rytuału.
Cytuj:
Wiele lat nie przywiązywałem do tego wagi.(...) Jednak podczas pewnej medytacji wyszło to ze mnie. Poczułem jakby w trakcie chrztu ktos nalozył mi kaganiec. Poczulem jakby ktoś mnie czymś ochlapał i bynajmniej nie byla to czysta woda.
Zaryzykuję twierdzenie, że doświadczenia podczas medytacji zależą od naszego nastawienia... osoba pozytywnie nastawiona do chrztu na pewno doświadczy tego samego w inny sposób. Swoją drogą jestem ciekawa czy przed tą medytacją wiedziałeś, że byłeś chrzczony? Czy dopiero po medytacji to odkryłeś?
Nie wykluczam możliwości, że chrzest ma różne działanie na różnych poziomach, w tym jakieś wiążące działanie na poziomie duchowym. Jednak jeśli tak jest, to potrzeba według mnie działań na tym właśnie poziomie, by to zmienić. Nie każdy rytuał sięga tych subtelnych poziomów. To, co dotąd pisaliśmy o rytuale "zmycia chrztu" kojarzyło mi się raczej z poziomem psychologicznym i społecznym.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 października 2007, 22:56 
Amvaradel napisał(a):
Zaryzykuję twierdzenie, że doświadczenia podczas medytacji zależą od naszego nastawienia... osoba pozytywnie nastawiona do chrztu na pewno doświadczy tego samego w inny sposób. Swoją drogą jestem ciekawa czy przed tą medytacją wiedziałeś, że byłeś chrzczony? Czy dopiero po medytacji to odkryłeś?


Wiedziałem, że byłem ochrzczony. W końcu przez 6 lat, pomiędzy 1 a 6 klasą szkoły podstawowej byłem posyłany na lekcje religii katolickiej.
A sama medytacja wcale nie dotyczyła chrztu ani przekonań religijnych, raczej uwikłań rodzinnych. Wyszło to niespodziewanie.

W tym czasie moje nastawienie do chrztu na poziomie świadom było calkowicie obojetne. Podchodziłem do tego jako do czegoś, na co nie miałem wpływu a wieć nie dotyczyło to mnie, a jednak....


Ostatnio edytowano poniedziałek, 8 października 2007, 23:00 przez rawimir, łącznie edytowano 1 raz

Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 października 2007, 22:58 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 12 września 2007, 20:43
Posty: 156
Lokalizacja: Łuków
coś z tą pieczęcią jest na rzeczy... z tym, że ja się czuję, jakby ta pieczęć została ze mnie zdjęta... przy bierzmowaniu :P.

_________________
Things which are gone in the morning:
confidence, women, true stories, kisses...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 października 2007, 23:00 
Zoria napisał(a):
coś z tą pieczęcią jest na rzeczy... z tym, że ja się czuję, jakby ta pieczęć została ze mnie zdjęta... przy bierzmowaniu :P.


Ja do bierzmowania nie totarłem :D


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 października 2007, 23:15 
Offline
Szpieg jezuitów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 6 września 2007, 15:15
Posty: 1883
Lokalizacja: Piaseczno k. Warszawy
Zoria napisał(a):
coś z tą pieczęcią jest na rzeczy... z tym, że ja się czuję, jakby ta pieczęć została ze mnie zdjęta... przy bierzmowaniu :P.


Moze dlatego, ze bierzmowanie jest swiadomym przyjeciem Ducha swietego...


Ja, podobnie jak Rawimir, na bierzmowanie nie dotarlem ;) wiec wypowiadam sie tylko z czysto teoretycznego punktu widzenia, jako wychowanek szkoly katolickiej o naprawde fajnej i ksztalcacej religii :)

_________________
- Wołanie kotów - odparł, jakby zdradzał jej wielką tajemnicę - to zwykle niezbyt produktywna czynność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 9 października 2007, 06:03 
Offline
Kapłanka Hathor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 8 września 2007, 22:33
Posty: 3271
Lokalizacja: lubelskie
Sheila napisała:
Cytuj:
Czy nie boicie się, że ta pieczęć, nić, czy jakkolwiek to nie nazwać, kiedy wylezie wam na wierzch?
Jak wylezie to się nią zajmę :twisted:
Jako osoba wychowana w katolickiej rodzinie i katolickim (w większości) społeczeństwie wiem, że miało to wpływ na ukształtowanie mnie takiej, jaką jestem teraz. Ponieważ zajmuję się tematem od dawna, to większość poważniejszych problemów już przepracowałam, ale oczywiście jakieś powiązania mogą jeszcze powrócić - wtedy zdecyduję, co z tym zrobić. Nie wierzę, by pojedynczy rytuał był w stanie załatwić sprawę, bo katolicyzm to więcej niż jedna nitka chrztu - to poglądy, postawy, sposób wartościowania świata, pewne uprzedzenia, więzi rodzinne. Te powiązania mogą nawet nie mieć religijnego charakteru a dotyczyć np. stosunku do bogactwa, seksu itp.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 9 października 2007, 08:25 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 29 września 2007, 16:35
Posty: 133
Lokalizacja: Kraków
Sheila napisał(a):
A'propos postu Rawimira mam pytanie do ogólu, a raczej do tej części ogólu, która uważaja, że zmycia chrztu nie potrzebuje (i sobie sama też ja zadaję):

Czy nie boicie się, że ta pieczęć, nić, czy jakkolwiek to nie nazwać, kiedy wylezie wam na wierzch?


Dla mnie błędnym założeniem w tym pytaniu jest to, że coś "wylezie", czyli w domyśle jest złe (dobre rzeczy raczej nie mają zwyczaju "wyłazić" ;). Jasno zdaję sobie sprawę, że chrześcijaństwo, przynajmniej takie "fasadowe" było sporą częścią mojego życia, nawet jeśli się tego wypierałam. Nie mam w zwyczaju negować części siebie i udawać, że coś co było nie istniało. Ze swoich dotychczasowych doświadczeń wiem, że jeśli chodzi o bycie poganinem, to trzeba stawiać na gruntowną pracę u podstaw, powolną, solidną przebudowę (jednym przychodzi to łatwiej innym trudniej zależnie od tego jak są skonstruowani). Moim zdaniem żaden pojedynczny rytuał nie uczyni z człowieka nagle "tru pagana" i nie sprawi, że w głowie, tam gdzie było coś związane z chrześcijaństwem powstanie biała plama. Jak coś rozplątywać to powoli i uparcie. W końcu dobrze mieć kontrolę nad tym co się rwie.

_________________
Zapytaj zwierząt - pouczą
I ptaki w powietrzu powiedzą.
Zapytaj Ziemi - wyjaśni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 00:15 
Offline
Arcyrozmowny

Dołączył(a): czwartek, 13 września 2007, 14:05
Posty: 490
Lokalizacja: Poznań (powiedzmy ;))
Drakonaria napisał(a):
Dla mnie błędnym założeniem w tym pytaniu jest to, że coś "wylezie", czyli w domyśle jest złe (dobre rzeczy raczej nie mają zwyczaju "wyłazić" ;)

Nie twierdzę wcale, że chrzest, czy życie w chrześcijaństwie jest "dobre" albo "złe". Sama jestem relatywistką i uważam, że wszystko ma swoje lepsze i gorsze strony. W tym "wyłażeniu" chodziło mi raczej o to, że te gorsze strony chrztu mogą w miarę nabywania nowych doświadczeń, zmianiania się naszego życia, lub po proztu upływu czasu będą coraz bardziej przeszkadzać. Bo rozumiem, że to, co chrzest i życie w chrześcijaństwie dały nam dobrego chcielibysmy zachować i nie pozbywać się ich.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 09:29 
W moim przypadku, z tym wyłażeniem było tak, że zupełnie sie tego niespodziewałem. Po prostu wylazło i już. Jakoś mnie to oczyściło, bo widocznie miałem taką, nieuświadomioną potrzebę.

Nie twierdzę, że w każdym wypadku tak jest. Nie twierdzę, też, że koniecznie trzeba odprawiać jakiś rytuał oczyszczajacy To są bardzo indywidualne sprawy. Nie mniej, konkludując, skoro wypłynęlo i się oczyściło, zatem taka potrzeba we mnie była.

Natomiast uogólniając, można sformułować ostrożny wniosek, że przynajmniej w niektórych wypadkach, przymusowy chrzest i na dodatek pokryjomu bez wzajemnego konsensusu rodziców jest zadaniem gwałtu.

Podobnie zresztą jak i pogańskie rytuały odprawiane w tajemnicy, wbrew woli samych zainteresowanych. Wydaje się, że są to działania magiczne, które odciskaja swoje pietno w "wieczności" i nie powino ich sie wykonywać wbrew woli samych zainteresowanych.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 10:47 
Offline
Szpieg jezuitów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 6 września 2007, 15:15
Posty: 1883
Lokalizacja: Piaseczno k. Warszawy
rawimir napisał(a):
Podobnie zresztą jak i pogańskie rytuały odprawiane w tajemnicy, wbrew woli samych zainteresowanych. Wydaje się, że są to działania magiczne, które odciskaja swoje pietno w "wieczności" i nie powino ich sie wykonywać wbrew woli samych zainteresowanych.


Zastanawia mnie jak z tym bylo, kiedy poganskie religie byly tymi powszechnymi i czesto rzadzacymi religiami.

_________________
- Wołanie kotów - odparł, jakby zdradzał jej wielką tajemnicę - to zwykle niezbyt produktywna czynność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 11:07 
Hajdamaka napisał(a):
Zastanawia mnie jak z tym bylo, kiedy poganskie religie byly tymi powszechnymi i czesto rzadzacymi religiami.


Zapewne podobnie jak obecne z katolicyzmem w Polsce. Ludzie są tylko ludźmi i zawsze maja skłonność do narzucania innym swojej wizji świata. Poganie nie są wyjatkiem pod tym względem. Wystarczy przypomnieć choćby przymusowy kult boskiego Julka ;)

Podobny wniosek można także wysnuć, choćby z pozycji "Pater familae" w Rzymie. Miał prawo decydować o wszystkim i wszystkich w rodzie włącznie z decydowaniem o życiu i śmierci, a co dopiero o takich "drobiazgach" jak udział w rytuałach.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 11:28 
Hajdamaka napisał(a):

Zastanawia mnie jak z tym bylo, kiedy poganskie religie byly tymi powszechnymi i czesto rzadzacymi religiami.


No ba, przecież problem z chrześcijanami polegał na tym, że nie chcieli brać udziału w publicznych rytuałach i narażali w ten sposób Cesarstwo na nieprzyjemności ze strony bogów. Stąd prześladowania chrześcijan. Jak widać, uzasadnione, bo Cesarstwo upadło.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 11:42 
Enenna napisał(a):
Hajdamaka napisał(a):

Zastanawia mnie jak z tym bylo, kiedy poganskie religie byly tymi powszechnymi i czesto rzadzacymi religiami.


No ba, przecież problem z chrześcijanami polegał na tym, że nie chcieli brać udziału w publicznych rytuałach i narażali w ten sposób Cesarstwo na nieprzyjemności ze strony bogów. Stąd prześladowania chrześcijan. Jak widać, uzasadnione, bo Cesarstwo upadło.


Ostatecznie ponad tysiąc lat później. To chyba ma jakies znaczenie ;). Moze chodziło o cos innego niż zemsta bogów?


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 11:53 
rawimir napisał(a):
Enenna napisał(a):
Stąd prześladowania chrześcijan. Jak widać, uzasadnione, bo Cesarstwo upadło.


Ostatecznie ponad tysiąc lat później. To chyba ma jakies znaczenie ;). Moze chodziło o cos innego niż zemsta bogów?


Proszę nie stosować takich sztuczek. Idąc dalej tym tropem, Cesarstwo Rzymskie trwa nadal, bo Moskwa jest Trzecim Rzymem.

Rzym nr 1 został schrystianizowany. 100 lat i upadł. Wychodzi na to, że prześladowcy chrześcijan mieli rację.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 11:58 
rawimir napisał(a):
Enenna napisał(a):
Stąd prześladowania chrześcijan. Jak widać, uzasadnione, bo Cesarstwo upadło.


Ostatecznie ponad tysiąc lat później. To chyba ma jakies znaczenie ;). Moze chodziło o cos innego niż zemsta bogów?


Proszę nie stosować takich sztuczek. Idąc dalej tym tropem, Cesarstwo Rzymskie trwa nadal, bo Moskwa jest Trzecim Rzymem.

Rzym nr 1 został schrystianizowany. 100 lat i upadł. Wychodzi na to, że prześladowcy chrześcijan mieli rację.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 października 2007, 12:32 
Enenna napisał(a):
Proszę nie stosować takich sztuczek. Idąc dalej tym tropem, Cesarstwo Rzymskie trwa nadal, bo Moskwa jest Trzecim Rzymem.

Rzym nr 1 został schrystianizowany. 100 lat i upadł. Wychodzi na to, że prześladowcy chrześcijan mieli rację.


Cesarstwo Bizantyjskie powstało w wyniku politycznych procesów zachodzących w łonie Cesarstwa Rzymskiego. Do upadku zachodniej częsci Cesarstwa, istniały dwie częsci skladowe Rzymu. Po upadku częsci zachodniej, wschodnia część trwała nadal. mamy tu do czynienia z ciagłością istnienia organizmu państwowego na częsci terytorium dawnego imerium rzymskiego. W tym sensie Rzym istniał mimo przyjęcia wiary w boga Abrahama. Upadł, kiedy inni wyznawcy boga Abrahama ostatecznie, zajęli to państwo.

Moskwa nigdy nie wchodziła w skład terytoriów rzymskich. Już większe prawo do tytułowania sie cesarzemi rzymskimi mieli cesarze niemieccy, dziedziczący tytuł po Karolu Wielkim, który pod swoim berłem zjednoczył europejskie ziemie Rzymu zachodniego.

Ale i w tym wypadku raczej nie mówiłbym o ciągłości państwowosci rzymskiej. Została ona zerwana wraz z najazdem plemion gemańskich na Rzym zachodni.

W pewnym sensie wszyscy Europejczycy są Rzymianami, bo dziedziczą wiele z jego tradycji w kulturze.

Ode mnie jako moderatora: Moja wypowiedź jest oftopikiem. Jeśli dyskusja na ten temat się rozwinie, utworzę nowy wątek w "Wolnych torach"


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 23 października 2007, 09:43 
W uzupełnieniu dyskusji o zmyciu chrztu podaję link do artykulu o akcie apostazji. Można się z niego dowiedzieć, jak tego dokonac i jakie rodzi on skutki.
http://wiadomosci.onet.pl/1445187,240,kioskart.html
Miłej lektury.


Góra
  
 
 Tytuł: Re: Zmycie chrztu
PostNapisane: wtorek, 15 stycznia 2008, 13:51 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 4 października 2007, 10:30
Posty: 625
Lokalizacja: Wilkowo
Nie wiem czy juz byl podeslany link, ale swojego czasu dokladnie ten sam temat byl tutaj: http://www.rkp.w.activ.pl/index.php?option=com_mamboboard&Itemid=58&func=view&id=487&catid=5

Przy okazji:
Maslana napisał(a):
Pytanie do RKP napisał(a):
Wyczytałem w internecie, że po zbiorowym przyjęciu chrztu przez Polaków w ramach buntu organizowane były ceremonie zmycia chrztu. Czy coś takiego funkcjonuje obecnie, a jeśli tak to w jaki sposób i gdzie się to odbywa?


Gwoli uściślenia pierwszej części twojej wypowiedzi – zasadniczo trudno mówić o czymś takim jak "zbiorowe przyjęcie chrztu przez Polaków". Tzw. "Chrzest Polski" jest jedynie zwyczajową nazwa początku procesu chrystianizacji państwa polskiego (zapoczątkowanego przez osobisty chrzest Mieszka I w 966 r.). Powszechnie przyjmuje się, iż chrystianizacja ziem polskich trwała aż do początków XIII w., choć według źródeł kościelnych poprzednie religie słowiańskie nadal usilnie zwalczano aż do wieku XVII (a można chyba powiedzieć, że czyni się to również współcześnie, choć naturalnie w bardziej cywilizowany sposób). Stąd m.in. różnego rodzaju i w różnym okresie "uroczyste chrzty ludności lokalnej" jak np. w 1124 roku w Cerkwicy uroczysty, umowny chrzest ludności Pomorza Zachodniego przeprowadzony przez Ottona z Bambergu. Generalnie w tamtym okresie chrzest ludności niższego pochodzenia nie polegała na jakimś szczególnych wdawaniu się w szczegóły. Przeprowadzano to szybko, niejednokrotnie z zastosowaniem przysłowiowej łapanki,. przepędzając np. całą pochwyconą ludność danej wsi przez rzekę. Niejednokrotnie później ludność takowa próbowała oczyścić się z "obcej magii" i narzuconej "przynależności do nowej wiary".

Ślad takich praktyk znajdujemy u Prusów, którzy w XV w. wciąż pozostawali pogańscy. Sambijski biskup Michał wydał zarządzenie, surowo nakazujące Prusom, by chrzczonych dzieci ponownie w wodzie nie chrzcili i innych oprócz chrzestnych imion, dzieciom nie nadawali. Należy w tym miejscu wyjaśnić, iż - wbrew opinii biskupa, nie rozumiejącego pruskiej obyczajowości - Prusowie nie chrzcili dzieci powtórnie. Dokonywali oni natomiast obrzędu "zmycia chrztu", polegającego na zmyciu nienawistnej cechy obcego boga, o odesłanie jej wodą nazad, w obce strony, skąd przybyła. Był to zatem swego rodzaju antychrzest, akt oficjalnego powrotu do wiary pogańskiej.

Współcześnie - z tego co mi wiadomo - formalnie żaden ze związków r. nie przeprowadza tego rodzaju antychrztu (przyjmuje się, że dostatecznie oczyszczająca rolę w tego rodzaju przypadkach pełnią zabiegi oczyszczające w trakcie większych świąt rodzimowioerrczych - np. Kupały) , niemniej możesz się próbować umówić indywidualnie na obrzęd zmycia chrztu, z którymś z żerów lub wołchwów, lub nawet w ostateczności przeprowadzić go sam z pomocą kogoś zaprzyjaźnionego, znającego się na rzeczy.


Ostatnio edytowano poniedziałek, 3 października 2011, 11:49 przez Rork, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 15 stycznia 2008, 21:45 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 11 stycznia 2008, 17:36
Posty: 627
Lokalizacja: Zachodnie rubieże
Sheila napisał(a):
Czy nie boicie się, że ta pieczęć, nić, czy jakkolwiek to nie nazwać, kiedy wylezie wam na wierzch?


Dla osób pracujących z czakrami może być to faktycznie blokada- w końcu podczas niektórych sakramentów znak krzyża kreślony jest dokładnie na miejscu, gdzie znajdują się czakry Sahasrara i Adźna (podczas chrztu obydwie są "znakowane", podczas bierzmowania tylko Adźna).
Brzemię tych pieczeci wychodzi szczególnie podczas medytacji- od razu przyszło mi na myśl doświadczenie Rawimira, bo ja miałam podobne, choć do bierzmowania przystąpiłam dobrowolnie.
Do pozostałych nie, zresztą do komunii szłam jako siedmiolatka, której głowa niewiele sponad ławki wystawała, więc ten sakrament to dla mnie przede wszystkim interesująca faktura drewna i fajna rzeźba, stojąca w kącie kościoła -_-' Trudno więc mówić o momencie przejścia :) Ale myślę, że dobrze by było się w jakiś sposób pozbyć tych powiązań raz na zawsze, nawet jeśli w wymiarze emocjonalnym ich nie odczuwam.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 29 marca 2008, 19:55 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 13 marca 2008, 17:29
Posty: 1124
Lokalizacja: Z Łysych Gór
Wydaje mi się, że apostazja to odejście z kościoła. Czy jest to anulowanie chrztu?
Mam informację o pierwszej prośbie o apostazję w Polsce. Jednak informacja ta pochodzi od księdza Ostrowskiego, rektora seminarium duchownego w Kielcach, nie wiem na ile jest wiarygodna (w końcu to osoba zaangażowana emocjonalnie). Otóż pierwszy przypadek w Polsce to list pisarza i poety Józefa Ozgi Michalskiego do episkopatu o anulowanie i uznanie za niebyły chrztu. Decyzja podyktowana ateizmem. Odpowiedź brzmiała, że decyzja o wyjściu z kościoła to w zasadzie brak praktyki religijnej. Samego chrztu nie można anulować bo to był fakt. Zaszedł taki fakt i już. Można natomiast uznać za niebyłe skutki tego faktu w sensie religijnym.
Czyli nie można anulować chrztu w sensie faktu, który w rzeczywistości zaszedł, można anulować go w sensie sakramentu.

Ja mam to w nosie. Gdybym uważał chrzest na tyle ważny, że trzeba się do niego odnosić w formie apostazji to oznaczałoby, że przywiązuję do niego znaczenie, dużą wagę. Skoro była to uroczystość wynikła bez mej zgody i świadomego udziału nie muszę w ogóle się do niego odnosić. Coś jak grzech pierworodny. Co mnie obchodzi czy ktoś kiedyś narozrabiał czy nie (moim zdanie nie narozrabiał, sam lubię jabłka, wiedzę także ;-)
Oczywiście to tylko moje odczucia. Jeśli komuś chrzest ciąży, czuje go jako niezawinione brzemię to powinien się go pozbyć.
A kościelne statystyki, moim zdaniem, i tak niedługo się zaczną się sypać na potęgę. Same.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 12 kwietnia 2008, 18:38 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
No, to ja będę ciekawym przypadkiem. :) Zostały mi ostatnie dwa tygodnie szkoły średniej, czyli ostatnie dwa tygodnie chodzenia na "chrześcijaństwo" (wybaczcie, ale religią tego nazwać nie można). Dlaczego nie zrezygnowałam, kiedy tylko nadarzyła się okazja? Cóż, wolałabym nie wpędzać mojej kochanej babci do grobu. Wydaje mi się, że już mówiłam o tym w temacie o powitaniach, ale najwyżej trochę się powtórzę.

Co do chrztu - Na to nie mamy wpływu, czy się z tym zgadzamy czy też nie. Jeśli nie wierzymy w grzech pierworodny, to chrzest nie ma właściwie większego sensu, ponieważ jest zmazaniem tego grzechu, pomijając, że ma nas "naznaczyć" jako chrześcijan. Więc jeśli komuś ciąży to naznaczenie, uważam, że przygotowania do pogańskiej inicjacji, jak również sama inicjacja, to "naznaczenie" skutecznie usuwa(przełamuje pieczęć, w końcu to tylko pieczęć na duszy, więc sama silą woli jesteśmy w stanie ją złamać).

Co do Pierwszej Komunii, poprzedzonej spowiedzią... Żadna moja spowiedź nie była szczera (więc nie była ważna). Przystępując, świadoma tego, że spowiedź była nieszczera, do Pierwszej Komunii, sprawiłam, że nie dość, iż zyskałam kolejny grzech, to jeszcze mój sakrament nie był ważny. Przez jakichś czas myślałam, żeby to naprawić. Wreszcie po dwóch latach zrezygnowałam. Bo przestałam wierzyć w to, co głosili, bo zaczęłam myśleć samodzielnie. Kiedy rodzice wyganiali mnie do kościoła, włóczyłam się poza miastem po polach, lasach i kamieniach. Po powrocie czułam się bardziej "uduchowiona", niż po przebywaniu w kościele, co skutecznie zacierało jakikolwiek strach i poczucie winy za okłamywanie rodziców (nie lubiłam kłamać). Więc zmywać tego sakramentu też nie muszę, bo był nie ważny.

Pomyślcie, jaką jestem wredną istotą, że pełna anty-chrześcijańskich myśli chodziłam grzecznie na nauki do bierzmowania, śpiewałam razem ze wszystkimi (to właściwie było bardzo fajne), a potem podczas przysięgi stałam milcząc i patrzyłam się na biskupa. To było dziwne uczucie. Wiedziałam, że tylko część ludzi dookoła mnie wierzy w to, co teraz robią. To byłoby piękne, gdyby nie większość ludzi, która nie wierzyła. Która chciała to mieć już za sobą, wrócić do domu, napić się i dostać prezenty. Nie widziałam nic złego w powtarzaniu tych słów, bez właściwie myślenia o nich, ale jednak tego nie zrobiłam. Kolejny nieważny sakrament, który miał miejsce w moim życiu (ale obok mojej duszy), tylko po to, żeby biedna babcia zawału nie dostała. Moja decyzja była świadoma. Ciężko było siedzieć cicho podczas tych wszystkich godzin przygotowań i słowem się nie odezwać. Nie mogłam zbyt otwarcie się sprzeciwiać, nie mogłam nawiązać dialogu, tylko siedzieć i słuchać, a drugim uchem wypuszczać myśląc o tym, że za kilka dni będzie Ostara i powtarzać w myślach kolory altaru, byle tylko jakoś przetrwać. Nie lubię, kiedy ktoś wygłasza głupoty i każe mi w nie wierzyć. Przygotowania były koszmarnie ciężkie. Ale mi się udało. Zdecydowałam tam pójść i przeczekać. Nikogo przecież nie zaboli, że tam będę, prawda? A jakby mnie nie było, to wolę nie myśleć, co naprawdę mogłoby się dziać.

Dlatego nie uważam, żeby więzy, które łączą mnie z chrześcijaństwem miały jakiekolwiek znaczenie. Kiedy przysięgamy podążać ścieżką pogaństwa, a już zwłaszcza, przy inicjacji, deklarujemy swoją wiarę w to, a nie to, co było za nami. Problem pogaństwa w Polsce polega na tym, że za bardzo borykamy się z chrześcijaństwem. Nie jest wolny od tej religii ten, kto wciąż o niej myśli. Kto rozpamiętuje. Samo wahanie, czy coś mnie rzeczywiście łączy z chrześcijaństwem jest oznaką tego, że tak jest, że tak czujemy. Wystarczy, że mówię sobie śmiało, "nic mnie z wami nie łączy", gdy obserwuję mszę z balkonów kościoła, albo nie składam nawet rąk podczas modlitwy w szkole, by wiedzieć, w co wierzę, by mieć pewność, że żadnym sposobem nie należę do nich.

Przeczytałam gdzieś, że dopóki śpiewasz chrześcijańskie piosenki, znaczy to, że jeszcze nie do końca wierzysz w to, że jesteś poganką. Cóż, postanowiłam w tym roku wybrać się na chrześcijańską pielgrzymkę, by podyskutować z mądrymi, ciekawymi ludźmi, ale też po to, by upewnić sie, że moje nogi stoją twardo na gruncie pogańskim, a nie wahają się na linii chrześcijaństwa.

Uważam, że przygotowania do inicjacji są na tyle świadome, że skutecznie usuwają więzi z chrześcijaństwem. Jeśli ktoś jednak czuje się przywiązany, zniewolony, to tylko siła woli i pewność w w swoją wiarę są w stanie powstrzymać wątpliwości w tym temacie.

Przepraszam, że się rozpisałam. Chyba mam dzisiaj dobry dzień do słowa. ;)

Pozdrawiam,
Yuriko

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 14 kwietnia 2008, 11:31 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 13 marca 2008, 17:29
Posty: 1124
Lokalizacja: Z Łysych Gór
Myślę, że zanegować roli kościoła w życiu narodu się nie da. Zwłaszcza gdy dawał ludziom ochronę i otuchę w latach zaborów, wojen, czy komuny.
Teraz nie da się go pominąć ze względu na zaborczość (vide ostatni list biskupów traktujący artykuły o następcy Gocłowskiego jako "niedopuszczalną ingerencję w sprawy kościoła" - czyli dziennikarze - morda w kubeł!). Czy ze względu na ekspansję w szkołach. Przeszkadza mi, z humanistycznych względów, wypełniający krk bezmiar hipokryzji.

Natomiast wewnętrznie mnie nie dotyczy. Tak jak Ciebie Yuriko. Po prostu.
Mnie trochę łatwiej - nie muszę chodzić na religię ;-)
I nie mam bierzmowania, - wtedy akurat wyrzucili mnie kolejny raz z nauki religii.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 14 kwietnia 2008, 12:20 
Offline
Milczek

Dołączył(a): czwartek, 10 kwietnia 2008, 13:58
Posty: 4
uważam, że chrzest powinien być nie wtedy gdy się narodzimy ale wtedy gdy już sami rozumiemy co on oznacza i moglibyśmy sami wybrać czy chcę być ochrzszczonym. za nas podejmują tę decyzję rodzice i dlatego w moim mniemaniu "zmuszenie" do czegoś się nie liczy a jedynie własny wybór jest ważny. (i znów zaczęłam pisać chaotycznie)

komunia święta to też nie jest taki nasz świadomy wybór. jesteśmy wtedy małymi dziećmi i się słuchamy rodziców, katechety i reszty, która mówi, że musimy iść do komunii św. jedyne co możemy to nie uczyć się wszystkich tych przykazań, choć grożą że nie będziesz mógł przystąpić do niej a i tak przystąpisz.

bierzmowanie to jest już świadomy wybór... jednak czasami się zdaża, że rodzice i reszta rodziny "zmusza" do przyjęcia do sakramentu... niektórzy z nas robią to aby nie zrobić przykrości ludziom starszym (dziadkom i babciom) którzy są bardzo religijni...

jak ostatnio kłóciłam się z moją babcią o legalizacji związków. dla mnie to jest tylko papierek a moja babcia uważa, że ślub jest bardzo ważny a najlepiej jeszcze aby był kościelny. babcia i tak wie że nie lubię chodzić na msze ale gdy u niej jestem nie zrobie jej przykrości i pójdę z nią choc tam sie strasznie nudzę. wolałabym iść się przejść do lasu lub nad jezioro i posiedzieć, pomysleć niż zmarnować ten czas... ale cóż... najstarszym w rodzinie nie powinno się sprawiać przykrości w ogóle...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 kwietnia 2008, 10:19 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 13 marca 2008, 17:29
Posty: 1124
Lokalizacja: Z Łysych Gór
Myślę, że bierzemy odpowiedzialność za decyzje dopiero wtedy gdy mocą obyczaju jesteśmy przyjmowani do grona decydujących (również decydujących o sobie). Czyli po rytuale przejścia w dorosłość. Prawnie, częściowo po 15 roku życia (możliwość podejmowania pracy, dzieci, odpowiedzialność karna) i całkowicie po 18 roku życia. Trochę później, jeśli ktoś chce zostać prezydentem ;-)
Jeśli ktoś przechodzi rytuał przejścia w dorosłość w swej grupie (grupa religijna, światopoglądowa itp) to wiek może być inny.
Tak czy siak rodzi się na nowo jako człowiek w pełni świadomy i odpowiedzialny. A przynajmniej do tego zobligowany bo takie są wobec niego oczekiwania otoczenia.
Rytuał przejścia w dorosłość, rodzaj inicjacji, w moim mniemaniu wymazuje przeszłość w zakresie zobowiązań (w zakresie nauki i doświadczeń nie). Jeśli jakieś związki są kontynuowane to od tej pory jest to wybór. Jeśli następuje zerwanie, to na zasadzie wyboru drogi bez zobowiązań wobec wcześniej odprawionych obrzędów.
Rytuał przejścia to pozostawienie czegoś za sobą i wejście na nową drogę. Zostają za nami, jeśli się przydarzyły chrzty, komunie, inne "pieczęcie". Stają się nieważne, jesteśmy już na innej, nowej drodze. Ponieważ jest to droga z wyboru to jej waga jest większa, teraz nie możemy zwalić odpowiedzialności na innych. Nasz wybór - nasz los, nasza dola.
I jeszcze jedno, każdy może wyznaczyć sobie moment przejścia indywidualnie lub zgodzić się z decyzją mistrza. W drugim przypadku musi mieć już zdolność podjęcia decyzji w zakresie akceptacji bądź odrzucenia momentu (daty) rytuału. W praktyce wygląda to tak, że uczeń zgłasza gotowość a mistrz wyznacza moment.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 kwietnia 2008, 02:18 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
Uważam, że osiągnięcie wieku lat 18 nie pomaga w określeniu za pewnik świadomości o swojej dojrzałości, bądź wymaganiach względem niej. Pod warunkiem, że ktoś nie dostał kartki na urodziny głoszącej "To twoja 18-stka! Baw się dobrze! Byle nie za dobrze, bo teraz możesz zostać legalnie wyrzucona/ny z domu!" to raczej mało prawdopodobne, że dociera do niego cały sens tej pełnoletności. Niestety zwykle oznacza to "o! super! Teraz mogę postawić się starszym, kiedy będą się czepiać, że palę i piję". Ale obiecałam sobie nie generalizować... ;)

Jeśli dziecko zostało urodzone w katolickiej rodzinie, to owszem chrzest jest jak najbardziej na miejscu. I mimo tego, jak bardzo byśmy tego pragnęli, decydowanie w wieku lat 8 też nie jest do końca świadome. A jednak, jeśli widzi się wyraźnie sygnały od dziecka, że do kościoła chodzić nie chce, ale nie dla tego, że woli oglądać bajkę, to uważam, że nie powinno się dziecka do niczego zmuszać (tak ja trafiałam na pola tydzień w tydzień). Spójrzmy prawdzie w oczy. Kościół dla dziecka zwykle jest monotonny i nudny, ono do końca nie rozumie, po co tam jest. Zwłaszcza, jeśli jest to dla niego normalne od urodzenia. Owszem, potrafi ładnie odpowiedzieć na pytania, ale osobiście wątpię, że rozumie głębię ich sensu. Co do bierzmowania, a nawet komunii, jak już mówiłam, jeśli dziecko (lub w przypadku bierzmowania) nastolatek nie chce, nie należy go zmuszać. W końcu kiedy dorośnie może dojść do wniosku, że chce przyjąć te sakramenty. Czy stanie się komuś straszna krzywda kiedy przyjmie je już w pełni świadomie z własnej, szczerej woli, tylko że kilka lat później?

I o ile rozumiem potrzebę chrztu w wierze katolickiej w jak najwcześniejszym wieku (w końcu w razie nagłej śmierci chroni przed piekłem), to myślę, że gdybym wciąż czuła na sobie ciężar tego chrztu, to wolałabym, żeby moi rodzice wychowywali mnie w wierze chrześcijańskiej, zabierali mnie do kościoła i uczyli modlitw, ale chrzest przyjęłabym wtedy, gdy byłabym na to gotowa i święcie wierzyła, że tego chcę.

Ale nie chcę, nie czuję ciężaru i koniec dyskusji z mojej strony. ;) tak sądzę...

Pozdrawiam,
Yuriko

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 kwietnia 2008, 18:44 
Offline
Szpieg jezuitów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 6 września 2007, 15:15
Posty: 1883
Lokalizacja: Piaseczno k. Warszawy
Chyba sie powtorze, ale: potwierdzeniem chrztu jest bierzmowanie. Bierzmowanie na ogol przyjmuje sie bedac juz swiadomym. Oczywiscie, mozna narzekac na presje spoleczenstwa, rodziny, ale to bzdury - z karabinem nikt nikogo nie przymusza. Ja np. nie mam bierzmowania, wielu znajomych mi pogan rowniez nie. Tak wiec, mozna przyjac, ze odmowa bierzmowania rowna sie uniewaznienie chrztu - po prostu nie przedluzamy kontraktu z Duchem swietym.

_________________
- Wołanie kotów - odparł, jakby zdradzał jej wielką tajemnicę - to zwykle niezbyt produktywna czynność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 9 sierpnia 2008, 01:05 
Offline
Nadmilczek

Dołączył(a): wtorek, 5 sierpnia 2008, 19:33
Posty: 26
Lokalizacja: Toruń
Czyn zbawczy Boga dokonał się dla nas raz na zawsze w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Chrzest jest ważnym znakiem rozpoczęcia nowego życia. Wraz z nim nieodwołalnie zostajemy przyjęci do zbawczej wspólnoty Boga. Dlatego Chrzest jest aktem niepowtarzalnym. W Chrzcie, który jest wydarzeniem jednorazowym, poznajemy obietnicę wierności, którą trójjedyny Bóg dał nam na całe życie. Zawsze możemy się na nią powoływać. Nieustannie możemy też pokładać w niej naszą ufność.

Rezygnacja z członkostwa w Kościele nie pociąga za sobą unieważnienia Chrztu. Przeto Kościół ponosi odpowiedzialność pastoralną także za tych, którzy opuścili jego wspólnotę.

http://www.luteranie.pl/ekumenia/38/387chrzest.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 9 sierpnia 2008, 07:47 
angel napisał(a):
Czyn zbawczy Boga dokonał się dla nas raz na zawsze w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa....


Daj spokój Angel.
Czy Ty cytujesz, czy chcesz nas nawracać, bo Twój post brzmi jak pisany prze chrzescijaninia?


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 9 sierpnia 2008, 12:28 
Offline
Kapłanka Hathor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 8 września 2007, 22:33
Posty: 3271
Lokalizacja: lubelskie
Myślę, że to był cytat :lol:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 93 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL