|
Temat stary i oklepany, jak zresztą każdy, za jaki się zabieram. Ale niestety, czy to wynikiem dzisiejszej pełni, czy tez wsparcia Szatana, Ouroborosa, Cthulhu czy Darjeelinga, mam przerost weny, którą muszę jakoś zużyć, przy okazji was tym zamęczając. Cóż, do zeszłego wtorku były jeszcze forum satan, ale zbanowali mnie. "Dziękujemy uprzejmie z udzielanie się na naszym forum, ale nawet w Piekle są jakieś zasady", tak mi napisali, wyobrażacie to sobie? Nieważne. Zajmę się nimi później. Dlaczego nie lubię świąt? O, to jest temat na prace magisterska, nie, co ja gadam, na doktorat! I zapewniam was, moi drodzy poganie, że jeśli kiedyś mnie natchnie studiować socjologie czy coś podobnego to właśnie taki temat sobie zrobię. Ale że jednak dziwnym trafem nie studiuję odpowiedniego kierunku (dzięki Bog... eee... komuś tam) więc wyżalę się tutaj, w tej chwili. Dla jasności przekazu, w punktach.
1 - Zakupy Świąteczne y Promocyje Takowe, czyli burdel i degrengolada - pierwszy punkt, bo najwcześniejszy do zauważenia. Promocje świąteczne w hipermarketach pojawiały się już po Wszystkich Świętych (przyp. - katolicka wersja Samhain). Im bliżej do godziny zero, tym ich więcej i w tym bardziej nachalny sposób prezentowały cosie, które przy dużej mierze optymizmu można nazwać produktami. Ostatni raz telewizję miałem okazję obejrzeć... hmmm... gdzieś w połowie listopada. Zapewniam was, moi drodzy poganie, że sytuacja zakrawała na dowcip - <<obejrzenie "60 minut" zajęło mu 2 godziny>> i niestety, nie jest to przesadzone. Sytuacja w sklepach jest o wiele gorsza, choć wydaje się to niemożliwe. Słynny link z "promocją karpia" jest tego najlepszym dowodem - i nie chodzi mi tu tylko o tłum moherów szturmujących stoisko rybne. Gdyby komuś (np. waszemu kochanemu Arcusiowi - co z typową dla siebie manierą uczynił) zechciało się przejść dzień przed terminem rozpoczęcia nowej jakże wspaniałej promocji (z 49,99 na 48,99 OKAZJA!) zauważyłby, że owa "okazja" to podbicie ceny, czasem nawet dwukrotne. A ludzie, jak większość rzeczy także i zakupy odkładający na ostatnią chwilę, kupują jak głupi - primo, nie mają wyjścia. Secundo, nie zauważają tego. Tertio - i tak im wisi. Quatro - "to przecież promocja!"
2 - ozdoby świąteczne - nieco późniejsze w zaobserwowaniu, ale po trzykroć przykrzejsze. Bo i ile do sklepów można nie wchodzić (trudne, ale możliwe) lub kupować w sklepach "nieświątecznych" (na szczęście są takie) to jednak przejść koło nich czasem trzeba. Albo i choć spojrzeć. A nawet jeśli nie koło sklepów, to upiorne wieńce pseudopogrzebowe, paskudne choinki z celofanu, oczojebne światełka, bombki i idiotyczni Mikołaje są WSZĘDZIE. Nawet na moim wydziale (Arc dostał ataku depresji...)
3 - Świąteczne porządki - za cholerę tego nie rozumiem. Najwyraźniej nasze społeczeństwo uznaje maniakalne czyszczenie za jakiś osobliwy obrządek religijny. Jak dla mnie święta powinny być czasem odpoczynku, nie wypruwania flaków przy próbie zeskrobania jakiegoś brudu na ścianie(które i tak okazuje się fragmentem kafelka). W tym roku, tak samo jak w poprzednim uniknąłem wątpliwego zaszczytu uczestniczenia w porządkach osobiście, jednakże Mistrz Gry przewidział dla mnie inna rozkosz, kto wiem, czy nawet i nie gorszą. Mianowicie, moja kochana mamusia (szacunek i chwała dla niej za to, że chciało jej się wychowywać takiego psychopatycznego sukinkota jak ja - ja bym siebie odstrzelił) sprząta sama. W tym i moją kanciapkę. I oczywiście sprząta po swojemu. A ja potem przez pół roku szukam moich rzeczy, bo je, za nic mając peroracje iż porządek biurka oznacza miałkość umysłu, lu że bałagan jest wtedy, kiedy nie można nic znaleźć (a ja w swoim "bałaganie" jakoś zawsze wszystko znajduję).
4 - Przerwa świąteczna - tu w zasadzie nie powinienem się wkurzać bo nie mam za co. Przecież mamy wolne. Tylko że w którym kraju święta religijne są państwowymi? Polska chyba jest krajem konstytucyjnie ateistycznym? A gdyby tak te święta nie były wolne od pracy, PKB by się zwiększyło. Ktoś je obchodzi? Żaden problem, weźmie urlop.
5 - Nastrój - Chyba najgorszy punkt w całej tej idiotycznej wyliczance. Obrzydliwie, mdląco-słodki nastrój powszechnej życzliwości, pokoju i radości... i tony fałszu, nienawiści, zawiści i rodzinnych sprzeczek. kolacja wigilijna wygląda jak spotkanie grupy państw prowadzących ze sobą wojnę - rozmawiają spokojnie, nawet żartują, ale sa gotowe iść na noże. I tak w całym kraju, nie tylko przy "spotkaniach rodzinnych". Praca, szkoła, ulica... Wszyscy mają wszystkich głęboko w d***e, ale udają że ich kochają. (Arc zaczyna wymiotować)
Ufff... tu mi się wena skończyła, co jak sądzę widać po ostatnich punktach. Możecie śmiało to modyfikować i rozbudowywać.
Gotyckiego Yule życzy Wasz kochany Arcuś
_________________ Jezus potrzebował 3 dni na respawn. Ja tylko 3 lat...
|