Międzynarodowa Federacja Pogańska

Forum PFI PL
Teraz jest niedziela, 15 września 2019, 11:34

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 99 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 15 stycznia 2008, 20:25 
Accolon napisał(a):
Dla mnie o tym czy ktoś jest Wiccaninem, czy nie decydują wyłącznie dwa czynniki: inicjacja i praktykowanie rytuałów zawartych w Księdze Cieni.


Której? ;-)

Oczywiście nie zamierzam rozstrząsać, kto ma jaką księgę cieni, chciałam tylko na użytek czytelników tego wątku nie będących wiccanami zauważyć, że księgi cieni różnią się między sobą. Jedynie w Stanach Zjednoczonych panuje oponia, że istnieje jedna Księga, i za amberandjet tao pinia dotarła do Polski.


Accolon napisał(a):
Wydaje mi się, że w wypowiedzi nie musi się pojawiać słowo Wicca, żeby można było się dowiedzieć czegoś o czyimś światopoglądzie. No chyba, że masz inny światopogląd kiedy wypowiadasz się o pogaństwie na publicznym forum, a inny kiedy wypowiadasz się o Wicca przy "wtajemniczonych". Nie posądzam Ciebie jednak o podobną praktykę.




I dobrze, że nie posądzasz, bo nie zauważyłam rozbieżności między Rawimirem na forach a Rawimirem wśród "wtajemniczonych". Zdaje się, że mam przyjemnosc nalezeć do owych "wtajemniczonych". Rawimir zgodził się, żebym napisała w tym wątku, że jest moim uczniem. Ha! Nie wiem, czy kogoś zaskoczyłam i czy był efekt jak w Star Wars : "Luke, jestem twoim ojcem" albo w Dynastii: "Ja też jestem dzieckiem Blake'a". Tak czy inaczej uczciwie będzie przyznać, że Rawimir uczy się wicca już od roku i jeśli chodzi o wicca, nadajemy na tych samych falach.

Accolon napisał(a):
Kiedy nie do końca chodziło mi o stosunek do kategoryzacji Wicca. Miałem na myśli raczej takie kwestie jak natura Bogów, natura magii stosunek do życia po śmierci, etyka, filozofia. Praktycznie każdy Wiccanin jakiego znam ma na ten temat inne pogląd. To co nas jednoczy to wspólne rytuały.


Przyznam, że zgadzam się praktycznie ze wszystkimi wiccanami, których spotkam, może z wyjątkiem kwestii zycia po śmierci. Nie wiem, może mam schizofrenię, a może zwracam większą uwagę na to, co łączy, niż to, co dzieli.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 15 stycznia 2008, 20:33 
Accolon napisał(a):
Kiedy nie do końca chodziło mi o stosunek do kategoryzacji Wicca. Miałem na myśli raczej takie kwestie jak natura Bogów, natura magii stosunek do życia po śmierci, etyka, filozofia. Praktycznie każdy Wiccanin jakiego znam ma na ten temat inne pogląd. To co nas jednoczy to wspólne rytuały.


Na większość wskazanych przez Ciebie tematów nie znam Twojego zdania. Więc skoro mówisz, że ja mam inne, to w tym zakresie w jakim na dany temat sie wypowiadałem, pewnie masz masz rację. Wiesz lepiej.

Natomiast nie zauwazyłem jakiegoś polemicznego zacięcia z Twojej strony, kiedy dyskutowaliśmy o etyce na liście wicca_ABC.

O naturze bogów sie nie wypowaiałem jakos szczególnie obficie. Choćby dlatego , że wciąż sam szukam odpowiedzi (więc chyba, że jest tak, że ja szukam odpowiezi a Ty ją znasz, więc rzeczywiście sie różnimy).

O naturze magii nie wypowiadałem sie nigdy publicznie. Sam nie wiem na czym ona polega. Wiem tylko, że działa.

Jedyna kwestia, o której lubie mówić to mój stosunek do śmierci a konkretnie wiara w reinkarnację. Tak wierzę w reinkarnację i prawo karmy. Ba wierzę, wiem, że tak jest ;). Nie znam Twojego pogladu w tej sprawie. Moze naprawde się róznimy istotnie w tej sprawie.

Wiec skoro utrzymujesz, że się róznimy to widocznie tak jest. Ja nie mam podstaw do takiego twierdzenia.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 15 stycznia 2008, 23:50 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
Enenna napisał(a):
Oczywiście nie zamierzam rozstrząsać, kto ma jaką księgę cieni, chciałam tylko na użytek czytelników tego wątku nie będących wiccanami zauważyć, że księgi cieni różnią się między sobą. Jedynie w Stanach Zjednoczonych panuje oponia, że istnieje jedna Księga, i za amberandjet tao pinia dotarła do Polski.

Nie sądzę, żebym łamał tutaj wielką tajemnicę mówiąc, że problem Księgi Cieni (Ksiąg Cieni) jest dość złożony. Jedni Wiccanie uważają za Księgę Cieni pewien bardzo konkretny wybór zasad i rytuałów, czasem różniących się od siebie, jednak bardzo do siebie podobnych. Inni uważają, że Księga Cieni to całość dorobku danej linii i kowenu. W tym przypadku Księgi Cieni bardzo się różnią od siebie. W moim kowenie używa się określenia Księga Cieni w tym pierwszym kontekście. Oczywiście bardzo daleko nam do stanowiska prezentowanego na Amber and Jet, czyli że istnieje jedyna słuszna wersja Księgi Cieni, w której zmienienie najmniejszej nawet formułki prowadzi do „herezji”.


Enenna napisał(a):
I dobrze, że nie posądzasz, bo nie zauważyłam rozbieżności między Rawimirem na forach a Rawimirem wśród "wtajemniczonych". Zdaje się, że mam przyjemnosc nalezeć do owych "wtajemniczonych". Rawimir zgodził się, żebym napisała w tym wątku, że jest moim uczniem. Ha! Nie wiem, czy kogoś zaskoczyłam i czy był efekt jak w Star Wars : "Luke, jestem twoim ojcem" albo w Dynastii: "Ja też jestem dzieckiem Blake'a". Tak czy inaczej uczciwie będzie przyznać, że Rawimir uczy się wicca już od roku i jeśli chodzi o wicca, nadajemy na tych samych falach.


Jestem świeżo po lekturze „Pani Jeziora” Andrzeja Sapkowskiego więc dodał bym jeszcze do tej galerii Emhyra var Emreisa, Deiyhwen Addan yn Carn aep Morvudd, Białego Płomienia Tańcząego na Kurhanach Wrogów, Cesarza Nilfgaardu, który okazał się być ojcem, swojej przyszłej małżonki, cintrijskiej królewny Cirilli Fiony Elen Riannon.


Enenna napisał(a):
Przyznam, że zgadzam się praktycznie ze wszystkimi wiccanami, których spotkam, może z wyjątkiem kwestii zycia po śmierci. Nie wiem, może mam schizofrenię, a może zwracam większą uwagę na to, co łączy, niż to, co dzieli.

Sama przed chwilą napisałaś, że masz inne podejście do Księgi Cieni niż Wiccanie z Amber and Jet. Później dodałaś kwestię życia po śmierci.
Ja utrzymuję kontakt z wielona Wiccanami z całego świata często dostrzegam wiele różnic między ich, a moim podejściem do wielu kluczowych spraw światopogladowych. Widzę też wiele podobieństw. Ale nie o podobieństwach teraz dyskutujemy. Moim zdaniem różnorodność jest wielką siłą naszej religii. Dla mnie osobiście jest źródłem ciągłej inspiracji. Sprawia, że cały czas, pod wpływem kontaktów z innymi Wiccanami, zmieniam się, rozwijam i uczę się patrzeć na pewne problemy z różnej perspektywy.

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 00:00 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
rawimir napisał(a):
Wiec skoro utrzymujesz, że się róznimy to widocznie tak jest. Ja nie mam podstaw do takiego twierdzenia.


Jak pisał Cyprian Kamil Norwid, najważniejsze jest "by różnić się pięknie".

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 00:40 
darkjames napisał(a):
W sumie ja tam gratuluje (również trochę zazdroszczę) ludziom, że potrafią widzieć na tym świecie tylko miłość, dobro, etc..
Ale żeby widzieć tylko te rzeczy, to w wicca jednak trzeba zanegować kilka rzeczy. Wicca zakłada równowagę(-żenie) się wszechświata, right? Czyli jak jest miłość, istnieje i nienawiść, itd...


Mysle ze nie ma nic zlego w koncentrowaniu sie na milosci i dobru. Sama staram sie tak robic. W koncu do pewnego stopnia stwarzamy swoja rzeczywistosc. Zarowno wybory ktorych dokonujemy jak i ogolne podejscie do zycia maja nastepstwa i ksztaltuja nasze doswiadczenia.

Mimo to uwazam ze nie powinno sie negowac isnienia ciemnych stron i to nie ze wzgledu na filozoficzne podejscie ale z powodow czysto praktycznych. Wicca jest sciezka duchowego rozwoju, naucza w mysl hasla 'znaj siebie' a ja bym dodala - staraj sie tez poznac reszte wszechswiata. Druga wazna nauka to 'badz zawsze przygotowany'. Nie bez powodu daje sie takie instrukcje. Obie nauki maja powazne znaczenie dla praktykowania magi. Negujac ciemne stony swiata i samych siebie stajemy sie ignorantami, tracimy mozliwosc dokladnego poznania a tym samym zdolnosc do przygotowania sie do tego co nam nasza sciezka przyniesie. Przekraczajac prog pomiedzy swiatem ludzi a zewnetrznymi realami (sorry zabraklo mi polskiego slowka a nie chce stracic watku) nie wiadomo na co sie natkniemy. Mysle ze jako czarownice powinnismy byc przygotowani na kazda ewentualnosc.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 00:50 
Accolon napisał(a):
Jak pisał Cyprian Kamil Norwid, najważniejsze jest "by różnić się pięknie".


jasne, tylko w czym? :shock:


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 01:19 
Gdybysmy wszyscy mieli takie same poglady nie moglibysmy dyskutowac. Moglibysmy co najwyzej wymieniac sie ciekawostkami. Gdybysmy sie zawsze we wszystkim zgadzali to po jakims czasie bylo by nudno. To ze mozemy dyskutowac jest starsznie ekscytujace. I to jasne ze beda roznice, w koncu jestesmy indywidualistami. Uczcijmy je bo nie sa ona az tak diametralnie rozne zeby nie wchodzily w obreb tego co nazywamy TBW.

Hej, ja czasami nie zgadzam sie z Mikiem na tematy naszej wiary a jestesmy nie tylko malzenstwem ale razem prowadzimy coven.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 01:25 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
agni napisał(a):
Mysle ze nie ma nic zlego w koncentrowaniu sie na milosci i dobru. Sama staram sie tak robic. W koncu do pewnego stopnia stwarzamy swoja rzeczywistosc. Zarowno wybory ktorych dokonujemy jak i ogolne podejscie do zycia maja nastepstwa i ksztaltuja nasze doswiadczenia.

Zgadzam się całkowicie. Życie potrafi często naprawdę dać w kość. Nie widzę więc sensu by jakoś specjalnie celebrować mroczne aspekty życia. Jako Wiccanin obcuję w Kręgu z różnymi energiami i aspektami Bogini i Boga. Niektóre z nich przerażają. Nauka w kowenie nie zawsze jest przyjemnym procesem – by się uczyć czasem trzeba cierpieć. Tym bardziej nie widzę powodu by nie cieszyć się rzeczami, które sprawiają mi radość i są źródłem szczęścia. Cierpiani, ból, choroba mają ogromne znaczenie transformacyjne. Kiedy muszę się z nimi skonfrontować robię to. Kiedy nie muszę to po prostu cieszę się miłością, spokojem, cieszę się, że jest mi dobrze, i że jestem szczęśliwy.

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 01:32 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
agni napisał(a):
Gdybysmy wszyscy mieli takie same poglady nie moglibysmy dyskutowac. Moglibysmy co najwyzej wymieniac sie ciekawostkami. Gdybysmy sie zawsze we wszystkim zgadzali to po jakims czasie bylo by nudno. To ze mozemy dyskutowac jest starsznie ekscytujace. I to jasne ze beda roznice, w koncu jestesmy indywidualistami. Uczcijmy je bo nie sa ona az tak diametralnie rozne zeby nie wchodzily w obreb tego co nazywamy TBW.


Temat skupia się wokół niezgadzania się, a ja tym razem nonkonformistycznie zgodzę się całkowicie. :D

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 04:05 
Offline
Nadmilczek wprawiony

Dołączył(a): niedziela, 13 stycznia 2008, 04:28
Posty: 58
Lokalizacja: Sosnowiec
agni napisał(a):
Mysle ze nie ma nic zlego w koncentrowaniu sie na milosci i dobru. Sama staram sie tak robic. W koncu do pewnego stopnia stwarzamy swoja rzeczywistosc.


Tak, ale najwazniejsze jest to zeby nie popadac w skrajnosci,
ze sie widzi tylko: rzeczy piekne i kolorowe albo czarne i brzydkie;
I nie zapominajmy o turpistach :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 04:19 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
darkjames napisał(a):
I nie zapominajmy o turpistach :)

Turpiści kojarzą mi się z liceum. Wolał bym o nich zapomnieć. Lubię natomiast malarstwo H. R. Gigera i filmy z gatunku gore.

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 11:47 
Accolon napisał(a):
Enenna napisał(a):
Oczywiście nie zamierzam rozstrząsać, kto ma jaką księgę cieni, chciałam tylko na użytek czytelników tego wątku nie będących wiccanami zauważyć, że księgi cieni różnią się między sobą. Jedynie w Stanach Zjednoczonych panuje oponia, że istnieje jedna Księga, i za amberandjet tao pinia dotarła do Polski.

Enenna napisał(a):
Przyznam, że zgadzam się praktycznie ze wszystkimi wiccanami, których spotkam, może z wyjątkiem kwestii zycia po śmierci. Nie wiem, może mam schizofrenię, a może zwracam większą uwagę na to, co łączy, niż to, co dzieli.

Sama przed chwilą napisałaś, że masz inne podejście do Księgi Cieni niż Wiccanie z Amber and Jet. Później dodałaś kwestię życia po śmierci.


Tak jest. Kwestia życia po smierci jest przekonaniem, kwestia Księgi Cieni jest wiedzą. O przekonaniach można dyskutowac, a fakty można jedynie ustalać.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 14:51 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
Enenna napisał(a):
Tak jest. Kwestia życia po smierci jest przekonaniem, kwestia Księgi Cieni jest wiedzą. O przekonaniach można dyskutowac, a fakty można jedynie ustalać.

Bardzo zgrabnie powiedziane.

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 8 maja 2008, 01:24 
Offline
Milczek

Dołączył(a): środa, 7 maja 2008, 00:34
Posty: 8
Lokalizacja: Karkonosze
Jestem czarownicą, na ścieżce do Wicca (nie jestem inicjowana), ale mimo to uważam, że mam pewien dar, który przybliża mnie do natury. Najlepszą jedność z Bogami i Boginią osiągam, w otoczeniu natury. W moim sekretnym uroczysku, nad leśnym potokiem, na dzikiej górskiej łące itp. Czuję w tych miejscach szczególną więź z Boginią i Bogami, tam jest specyficzny rodzaj spokoju i pełni szczęścia.
Magia jest dla mnie harmonią z Boginią i Bogami, poznaniem i zrozumieniem siebie oraz otaczającego nas świata. Magia jest w nas, w przyrodzie, w każdej żywej istocie, w każdej roślince. ?wiat jest dziełem "Boskiej Pary", i to dla mnie jest magia.
Jako czarownicę ciągnie mnie właśnie do tego typu Magii połączonej z kultem ziemi.
Pozdrawiam Morgiana


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 28 maja 2008, 13:36 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
Być czarownicą, to być ptakiem, który nie przestaje śpiewać, siedząc na drzewie nawet wtedy, kiedy wiatr jest silny, ponieważ wie, że ma skrzydła. Poza tym, by być poganinem/poganką trzeba być twardzielem: trzeba jak ryba płynąć pod prąd, a nie z prądem jak śmieci. :wink:
Pozdrawiam,
Yuriko

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 28 maja 2008, 15:44 
Offline
Szpieg jezuitów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 6 września 2007, 15:15
Posty: 1883
Lokalizacja: Piaseczno k. Warszawy
Yuriko napisał(a):
Poza tym, by być poganinem/poganką trzeba być twardzielem: trzeba jak ryba płynąć pod prąd, a nie z prądem jak śmieci. :wink:


Tak to jest akurat z kazda religia. Ja np. uwazam, ze byc poganinem jest duzo latwiej niz byc katolikiem - wstrzymywanie sie przed seksem przedmalzenskim (oraz bazowanie tylko na naturalnych metodach antykoncepcji) dla mnie byloby katorga, podobnie chodzenie na coniedzielna msze (opuszczenie mszy to grzech ciezki) itd itp.
Wydaje mi sie, ze mylisz religie ze spoleczenstwem. A to sa dwie zupelnie rozne sprawy.

_________________
- Wołanie kotów - odparł, jakby zdradzał jej wielką tajemnicę - to zwykle niezbyt produktywna czynność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 28 maja 2008, 21:34 
Offline
PFI
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 15:12
Posty: 732
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Zgadzam się z Hajdamaką. Katolikom wbrew pozorom łatwo nie jest. Nawet nie tylko, jeśli chodzi o restrykcje moralne. Nie chodzi mi o 'katolików', takich na pół gwizdka, których aktywność kończy się na coniedzielnej mszy i spowiedzi raz na pół roku. Bycie katolikiem zaangażowanym wymaga sporej odwagi, społeczeństwo (wbrew pozorom nawet polskie) jest zlaicyzowane i nieprzychylnie patrzy na 'zbyt gorliwych'.
Chociaż akurat coniedzielna msza dla katolika, tego naprawdę wierzącego, katorgą na pewno nie jest. Daje niemal tyle samo frajdy, co dla nas rytuał. :wink:
Wypowiadam się z punktu widzenia mojej przeszłej aktywności oazowej. 8)

_________________
"Wyrocznia Bogów to Dziecięcy Głos Miłości w twej własnej Duszy. Usłysz go!" - Aleister Crowley


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 29 maja 2008, 01:14 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 13 marca 2008, 17:29
Posty: 1127
Lokalizacja: Z Łysych Gór
Driada napisał(a):
Zgadzam się z Hajdamaką. Katolikom wbrew pozorom łatwo nie jest... Chociaż akurat coniedzielna msza dla katolika, tego naprawdę wierzącego, katorgą na pewno nie jest. Daje niemal tyle samo frajdy, co dla nas rytuał.

Katorga. Prawdziwym katolikiem to nie byłem ale na mszę czasem musiałem pójść. Na tzw. rekolekcjach zasnąłem, zachrapałem i kolejny raz mnie wyrzucili z religii (były wtedy poza szkołą). To był trzeci albo czwarty raz gdy mnie relegowali i starzy odpuścili mi tę wątpliwą przyjemność. Zresztą i tak nie mieli przekonania do kościoła.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 29 maja 2008, 15:55 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
Cóż, przyznam się, że to co napisałam zabrzmiało dosyć uniwersalnie, ale chyba po trochu taki był mój cel. :)

A co do coniedzielnej mszy, to od siebie dodam tylko, że zależy, gdzie się na tę mszę chodzi, jaki duchowny prowadzi mszę, jak zachowuje się otoczenie i czy jest to tylko "odbębnię to i mam z głowy", czy naprawdę chce się iść, by coś poczuć (nawet jeśli może się to nie udać).

Jak byłam mała "uciekałam" z kościoła w mojej miejscowości i włóczyłam się po polach, ale jak podrosłam i przypadkiem trafiłam do scholi dominikańskiej (długa historia ;) ), to u nich w kościele naprawdę czuło się ducha i atmosferę chrześcijaństwa (mnie to jednak już wtedy nie dotyczyło i niektórzy członkowie scholi o tym wiedzieli, nikt mi jednak nigdy nie zabronił śpiewania, które lubiłam; prowadzący scholę też wrabiał mnie w czytanie pisma i czasami śpiewanie psalmów mimo, że mówiłam mu, że z racji na mój brak wiary w "katolicyzm", tę czynność powinien wykonywać ktoś inny).

Msze odbywały się pod wieczór, duchowni robili procesję ze świecami i krzyżem do ołtarza, my śpiewaliśmy po łacinie i całość miała niesamowity urok. Gdybym była chrześcijanką i doszedłby element "kontaktu z Bogiem", to bym nigdy nie chciała przestać uczestniczyć w tych mszach... A tak chodziłam tam tylko dla "otoczki plastycznej", niestety. Moja obecność tam skupiała się na śpiewaniu, milczącym szacunku podczas modlitw i czytaniu pisma z interpretacją (zwykle niewinną i miłą dla chrześcijan), ale cała reszta chóru to byli dumni ludzie, chrześcijanie pełni pasji, lubili to, co się działo w ich wnętrzach podczas mszy, lubili "śpiewać dla Boga" (jak często odpowiadali, gdy pytałam), nie byli ślepymi owieczkami podążającymi za ideą wpojoną im w dzieciństwie, byli inteligentni i cieszę się, że ich wszystkich poznałam. Dla nich chodzenie do kościoła to nie była katorga, ergo powtórzę ostatni raz, trzeba trafić w dobre miejsce, z dobrymi ludźmi, by cieszyć się i czerpać z jakiegoś wydarzenia.

Na dobrą sprawę poganie też najpierw muszą znaleźć "swój" kowen, zanim poczują się w nim dobrze. Może te poszukiwania kowenu wynikają z trochę innych założeń, ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo "o znalezienie naszego miejsca". Podobnie jest w innych religiach, a największą siłą wiary jest zdolność do przetrwania tych poszukiwań. Wielu katolikom brak siły, chęci i pomyślunku, żeby nie narzekać, a wręcz przeciwnie szukać swojego kościoła, swojej wspólnoty. Miejsce, w którym wiara ożywa. :)

Przepraszam, że się tak rozpisałam i pozdrawiam,
Yuriko

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 1 czerwca 2008, 13:49 
Ja podobnie jak Yuriko w pewny momencie swojego życia trafiłam do grupy, z którą dane mi było śpiewać w kościele. Początkowo urzekły mnie nabożeństwa ze świcami, zapach kadzidła uniszący się wokoło, rytmiczny śpiew kanonów. Po pewnym czasie odnalazłam w tym wszystkim również kontakt z Bogiem (ten brakujący element, o którym wspominala Yuriko), fantastyczną grupę ludzi tworzących wspólnote i o żadnym nabożeństwie czy mszy nie mogłabym powiedzieć, że było katorgą. Miałam wokół siebie wielu cudownych ludzi i przez większość czasu wspaniałą atmosferę.
Yuriko napisał(a):
(...) trzeba trafić w dobre miejsce, z dobrymi ludźmi, by cieszyć się i czerpać z jakiegoś wydarzenia.

Jak już napisałam, w takie miejsce trafiłam, a jednak okazało się, że to nie wystarczyło. Powoli zaczynały się ograniczenia, przy każdej spowiedzi pokazywano mi, że coraz więcej spraw jest do "naprostowania", coraz więcej poglądów do zmiany, a poczucie winy rosło.

Driada napisał(a):
Katolikom wbrew pozorom łatwo nie jest. Nawet nie tylko, jeśli chodzi o restrykcje moralne. Nie chodzi mi o 'katolików', takich na pół gwizdka, których aktywność kończy się na coniedzielnej mszy i spowiedzi raz na pół roku. Bycie katolikiem zaangażowanym wymaga sporej odwagi, społeczeństwo (wbrew pozorom nawet polskie) jest zlaicyzowane i nieprzychylnie patrzy na 'zbyt gorliwych'.

Odnosząc się do wypowiedzi Driady muszę powiedzieć, że według mnie restrykcje moralne są uciążliwe, ale do przezwyciężenia, choć oczywiście nie dla wszystkich. Odbiór przez społeczeństwo również może być nieprzyjemny, ale kiedy mieszka się w małej miejscowości lub na wsi, to nagle stajesz się (często w prawdzie niechcianym) wzorem, na który powołują się babcie i dziadkowie w rozmowach ze swoimi wnukami. Nigdy nie zapomnę jak dumne były moje babcie z powodu mojego uczestnictwa w licznych rekolekcjach i pomocy w kościele. W dużym mieście jest oczywiście inaczej, nawet jednak tam zawsze można sobie wytłumaczyć, że to jak z pierwszymi chrześcijanami (tak nam przynajmniej tłumaczono): jest nas nie tak wiele, inni nas gnębią za poglądy, ale my musimy wytrwać dla wiary. Takie podejście dawało siłę nie tylko mi, ale i bardzo wielu osobom, które znałam. To jednak, co dla mnie osobiście było najbardziej uciążliwe to ciągłe poczucie winy; bo grzech pierworodny, bo zła myśl, bo zły uczynek, bo brak dobrego, bo i tak zawsze było się niczym wobec Boga i jedyne co pozostawało, to służyć najlepiej jak się da licząc na Jego miłosierdzie.

Dlatego też bycie czarownicą również mi wydaje się łatwiejszym, ale głównie dlatego, że wreszcie mogę być uczciwa względem siebie i nikt nie każe mi na siłę udowadniać, że ciemna strona w człowieku czy w ogóle na świecie, to wyłącznie dzieło szatana. Bycie czarownicą daje mi wolność, a jednocześnie poczucie bycia cząstką świata i bogów. Tak ja to widzę i czuję :)


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 1 czerwca 2008, 14:59 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
Tak, jesteśmy fair wobec siebie, ale niestety świat bardzo często nie jest fair wobec nas (co się na szczęście powoli zmienia, a przynajmniej ja mam takie wrażenie)

Mojmira napisał(a):
Po pewnym czasie odnalazłam w tym wszystkim również kontakt z Bogiem (ten brakujący element, o którym wspominala Yuriko)

Cóż, mi kontaktu z bogami nie brakowało, ale już tam i wtedy byłam świadoma, że nie koniecznie chcę się kontaktować z nimi w ich "chrześcijańskiej reinkarnacji". :wink: Ale generalnie zgadzam się z twoją wypowiedzią, Mojmiro.

Jednak co do "trwania dla wiary" nie powiesz mi, że bycie poganką teraz jest łatwe. Jak wspomniałam na początku, my jesteśmy sami ze sobą w zgodzie, ale świat niekoniecznie jest miły. W małej miejscowości ze wzoru stajesz się nagle "dzieckiem grzechu", albo "biedną zwiedzioną przez szatana owieczką", kowenów w Polsce nie ma (jeśli powstał jakiś, to znaczy, że bardzo ważna rzecz mi umknęła nie wiadomo kiedy), to już jest kolejna trudność. I można tak wymieniać jeszcze długo, oczywiście można się zaprzeć "ja i bogowie i to mi wystarcza", ale uważam, że niemożliwym jest ignorowanie świata w ten sposób przez dłuższy czas. Łatwo nie jest, ale przynajmniej mamy pewność, że czujemy o co 'walczymy' każdego dnia. :wink: Może nie jest też bardzo trudno, ale uważam, że w każdej religii jest ciężko, a chrześcijanie mają nad nami tę jedną przewagę, że ich religia jest tą "główną" w naszym kraju i tym samym lepiej akceptowalną przez ogół i otoczenie. No, ale w tym nasza siła, że się nie chowamy po katach udając, że nas nie ma. :)

Pozdrawiam,
Yuriko

Ps. Kilka godzin później ;) :D Znalazłam ładne nagranie na youtube http://www.youtube.com/watch?v=8674tYl7LCo i zastanawiam się, co o tym sądzicie, nie bardzo wiedziałam, pod jaki wątek to podpiąć, ale na końcu są ładne słowa o tym, co znaczy być czarownicą. Spodobały mi się, poczułam się jakoś... silniejsza, gdy je przeczytałam. I ciekawe, że autorka (przynajmniej odniosłam wrażenie, że to jest kobieta) zrobiła to jako "school project" Szkoda, że ja takich nie miałam... ;) Osobiście jej słowa wydają mi się jakieś sensowne (aż za bardzo?) może je skądś po prostu skopiowała? Ale anyway taka skondensowana pigułka jest ładna, tak przynajmniej uważam... :)

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 2 czerwca 2008, 23:53 
Yuriko napisał(a):
Cóż, mi kontaktu z bogami nie brakowało (...)

Mi również, ale ten kontakt uznawany był za grzech, więc wreszcie udało mi się "usunąć" ich nieco na bok, jeśli w ten sposób mogę to wyrazić, a skupić się na ty chrześcijańskim.

Yuriko napisał(a):
Jednak co do "trwania dla wiary" nie powiesz mi, że bycie poganką teraz jest łatwe. Jak wspomniałam na początku, my jesteśmy sami ze sobą w zgodzie, ale świat niekoniecznie jest miły.

Jeszcze kilka dni temu pewnie bym się do końca z Tobą nie zgodziła, ale w zeszły weekend przekonałam się jak niemiła potrafi być reakcja środowiska na moją wiarą. Niestety okazało się, że wyszła ona nawet nie z kręgu sąsiadów czy znajomych, ale własna rodzina uznała ją za niebezpieczeństwo a conajmniej za dziwactwo :?


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 3 czerwca 2008, 14:59 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
Mojmira napisał(a):
Jeszcze kilka dni temu pewnie bym się do końca z Tobą nie zgodziła(...)


Jeszcze jakiś czas temu sama bym się ze sobą nie zgodziła. :wink: Nie mam najmniejszych problemów wśród rówieśników, są albo zaciekawieni, albo im to obojętne, albo zaciekawieni, ale z lekkim dystansem. Problem miałam z ludźmi, którym naprawdę na mnie zależy. Rówieśnicy początkowo podchodzili do tego sceptycznie, ale potem się przyzwyczaili i nawet polubili pewne aspekty wicca. Gorzej było z moją matką ("no nie wiem, to na pewno sekta" itd.) Ale nic, czego porządna, długa i szczera rozmowa nie mogłaby załatwić. Ale nadal społeczeństwo woli chować się za stereotypami i zachowaniem większości, niż pokazać trochę odwagi i choć spróbować zrozumieć, co negują. :) Cóż, ja póki co do szczęścia akceptacji całej Polski nie potrzebuję :wink: Podejrzewam, że 'schodki' zaczną się później...

Pozdrawiam,
Yuriko

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 4 czerwca 2008, 10:59 
Offline
Nadmilczek wprawiony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 25 maja 2008, 13:16
Posty: 68
Yuriko napisał(a):

Podejrzewam, że 'schodki' zaczną się później...





Pewnie się zaczną :(
Bo to fajnie brzmi, że czarownica jest panią samej siebie, jest niezależna, świadoma i odpowiedzialna za swoje wybory. Żeby nie było - też uważam, że to prawda. Nie mówiąc o dodatkowych "bonusach", które daje uprawianie magii...
Ale rzeczywistość potrafi jednak sprowadzić człowieka na ziemię. Najbardziej mnie denerwuje, że muszę się jednak liczyć z opinią ludzi, którzy nie są ani rodziną ani przyjaciółmi. Mówię o pracy - jestem nauczycielką i gdyby tylko jakieś plotki przedostały się do dyrekcji to z miejsca straciłabym zatrudnienie, pod byle pretekstem.
Kilka lat temu brat mojej koleżanki przestał być nagle wychowawcą, bo chciał być szczery i powiedział dzieciakom, że nie chodzi do kościoła A miesiąc wcześniej dostał nawet jakąś nagrodę dla najlepszego wychowawcy...

Nie chcę marudzić, bo i tak, idąc własną ścieżką, jestem dużo szczęśliwsza i bardziej spełniona niż wcześniej. Czasami jednak rzeczywistość doprowadza mnie do szału :evil:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 4 czerwca 2008, 17:27 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 8 lutego 2008, 23:42
Posty: 291
Lokalizacja: Gdańsk
Ruta napisał(a):
Czasami jednak rzeczywistość doprowadza mnie do szału :evil:

Mnie do szału nie, ewentualnie do smutku, czy politowania. :wink:

Pozdrawiam,
Yuriko

_________________
"Many people hear voices when no-one is there. Some of them are called mad and are shut up in rooms where they stare at the walls all day. Others are called writers and they do pretty much the same thing" x.x ^^


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 6 czerwca 2008, 21:25 
Ruta napisał(a):
Najbardziej mnie denerwuje, że muszę się jednak liczyć z opinią ludzi, którzy nie są ani rodziną ani przyjaciółmi. Mówię o pracy (...)

Jeśli o mnie chodzi to opinia ludzi z poza rodziny czy grona przyjaciół zawsze średnio mnie interesowała, a przede wszystkim nigdy nie odczuwałam potrzeby mówienia im o swoich przemyśleniach czy spowiadania się z faktu chodzenia lub nie chodzenia do kościoła. O wiele gorzej ma się sprawa z bliskimi, wobec których chciałabym być szczera. To jest jednak bardzo niewygodne, kiedy przy ludziach, którym ufasz i którzy ufają tobie, musisz uważać na wypowiadane słowa, by za dużo nie powiedzieć.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 7 czerwca 2008, 12:38 
Offline
Nadmilczek wprawiony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 25 maja 2008, 13:16
Posty: 68
To się wszystko zgadza. Ja tez nie biegam i nie krzyczę " Jestem neopogańską czarownicą, nie chodzę do kościoła itp" :wink:
Tylko, że pewne rzeczy "wyłażą" czasami na światło dzienne. I denerwuje mnie, że akurat mój światopogląd wpływa na to jak będę oceniana na gruncie zawodowym.
A, nie oszukujmy się, jeść i opłacać rachunki niestety trzeba :(

Poza tym, to ja się jak najbardziej zgadzam, że najtrudniejsze czasami jest dogadanie się z bliskimi, tym bardziej, że oni się naprawdę martwią naszymi wyborami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 24 czerwca 2009, 14:51 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
Hej,

W moim miejscu pracy po prostu nie wypowiadam się na tematy związane z religią. Raz otarłem się o taką dyskusję i pamiętam, że powiedziałem wtedy, że to dla mnie bardzo intymny temat i nie czuję, żeby akurat były odpowiedni czas i miejsce, by go poruszyć.

Co do moich bliskich, to wszyscy wiedzą, że interesuję się Czarownictwem. Moi dziadkowie obawiają się, że jestem członkiem groźnego kultu, natomiast reszta rodziny założyła, że moje zainteresowanie jest czysto teoretyczne. Kilka razy sam starałem się poruszyć ten temat, ale nikt nie odważył się podjąć ze mną poważniejszej dyskusji. A na bardziej ostentacyjny „coming out” nie mam po prostu ochoty.

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 26 sierpnia 2009, 14:11 
Offline
Milczek
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 23 sierpnia 2009, 18:53
Posty: 8
Lokalizacja: Tarnów
Witam Wszystkich

Jestem na etapie poszukiwania, realnie nie wiem co znaczy być Czarownicą, posiadam stosunkowo małą wiedzę na ten temat.Mój świat do pewnego momentu był taki racjonalny,ugruntowany,logiczny -podporządkowany wiedzą,którą nabywałam przez lata - matematyką,fizyką,chemią,biologią itd - żadna religia nie wchodziła w grę, chyba ,że "religia" umysłu, jednak zawsze czułam,że istnieje jakas wyższa moc,dar- skutecznie to jednak w sobie tłumiłam... nawet nie wiem kiedy, "to"przyszło samo, z wnętrza, z czucia,z myśli i snów...jakieś wewnętrzne olśnienie,poczucie dziwnej mocy i wiary.Było to dla mnie - jak wydawało mi się "skostniałej"realistki szokiem.Myślę jednak,że nic nie dzieje się przypadkiem :) otworzyłam po prostu siebie, swoje wnętrze ,zaczełam się rozwijać duchowo,poczułam wielką harmonię z przyrodą,kosmosem,siłami natury.Gdzieś wewnątrz wiem,że jestem czarownicą - nie wiem tylko dlaczego.Myślę,że to początek mojej drogi,dlatego się tu znalazłam i pozwolicie,że Wam potowarzyszę na forum, muszę się jeszcze wiele nauczyć i zrozumieć.
Jak dla mnie być czarownicą to umieć w pełni i głęboko czuć, rozumieć świat,żywioły, ludzi i zwierzęta -to dar , to szczęście wynikające z nas samych i z dziedzictwa Bogów i ludzi. To ogromna siła którą możemy wykorzystać pomagając innym i sobie.

Serdecznie pozdrawiam Rubina

_________________
Yin czy Yang
Pustka czy pełnia
Wewnątrz czy na zewnątrz
Zimno czy gorąco


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 26 sierpnia 2009, 15:16 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
Hej,

Rubina napisał(a):
Witam Wszystkich

Jestem na etapie poszukiwania, realnie nie wiem co znaczy być Czarownicą, posiadam stosunkowo małą wiedzę na ten temat.Mój świat do pewnego momentu był taki racjonalny,ugruntowany,logiczny -podporządkowany wiedzą,którą nabywałam przez lata - matematyką,fizyką,chemią,biologią itd - żadna religia nie wchodziła w grę, chyba ,że "religia" umysłu,


Masz ścisły umysł. To fantastyczne. Najlepsze Czarownice, oczywiście moim skromnym zdaniem, to te, które mocno stoją obydwiema nogami na ziemi.

Rubina napisał(a):
jednak zawsze czułam,że istnieje jakas wyższa moc,dar- skutecznie to jednak w sobie tłumiłam... nawet nie wiem kiedy, "to"przyszło samo, z wnętrza, z czucia,z myśli i snów...jakieś wewnętrzne olśnienie,poczucie dziwnej mocy i wiary.Było to dla mnie - jak wydawało mi się "skostniałej"realistki szokiem.


Mam wrażenie, że dobrze wiem o czym mówisz. :)

Rubina napisał(a):
Myślę jednak,że nic nie dzieje się przypadkiem :) otworzyłam po prostu siebie, swoje wnętrze ,zaczełam się rozwijać duchowo,poczułam wielką harmonię z przyrodą,kosmosem,siłami natury.Gdzieś wewnątrz wiem,że jestem czarownicą - nie wiem tylko dlaczego.Myślę,że to początek mojej drogi,dlatego się tu znalazłam i pozwolicie,że Wam potowarzyszę na forum, muszę się jeszcze wiele nauczyć i zrozumieć.


Takie wewnętrzne przekonanie jest moim zdaniem niezmiernie ważne. Szczególnie w Polskich warunkach, w których nadal nie jest łatwo o Inicjację. Potrzeba ogromnej wewnętrznej determinacji i pewności siebie, żeby znaleźć coven. Jeśli jednak wewnątrz czujesz, że jesteś Czarownicą z pewnością pokonasz wszelkie przeciwności losu.

Rubina napisał(a):
Jak dla mnie być czarownicą to umieć w pełni i głęboko czuć, rozumieć świat,żywioły, ludzi i zwierzęta -to dar , to szczęście wynikające z nas samych i z dziedzictwa Bogów i ludzi. To ogromna siła którą możemy wykorzystać pomagając innym i sobie.


Pewnie to już kilkakrotnie pisałem, ale poza tymi wszystkim rzeczami, które wymieniłaś ważna jest miłość i szacunek do Starych Bogów, a także gotowość, by wziąć całkowitą odpowiedzialność za własne czyny.

Rubina napisał(a):
Serdecznie pozdrawiam Rubina


Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 99 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL