Nie do końca, albo po prostu - nie.
To czy buddyzm jest filozofią czy religią czy też mieszanką tychże zależy od definicji... danego religioznawcy. ;]
Ale odkładając na bok akademickie pierdnięcia w stołek, w
buddyźmie pierwotnym istnieją zarówno bogowie jak i złe duchy. Po prostu bogowie to istoty które mają "za dobrą" karmę, ergo - nie osiągają oświecenia. Na pytanie czy można zostać w buddyźmie bogiem odpowiedź brzmi: teoretycznie tak. Wystarczy nie popełniać w ogóle zła, a czynić tylko dobro (niezależnie od wikłania się w definicje tychże), wtedy zamiast wypaść z, powiedzmy, Sansary, wpadamy na wyższy level, stając się jednym z bogów. Tak samo jest z demonami i istotami nader niskiego rzędu.
W najbardziej komfortowej sytuacji jest oczywiście człowiek, gdyż posiada możliwość wyboru i umiejętnego sterowania swoim losem. Nie należy jednak tego mylić z jakimiś cRPGowymi punkcikami. Choć jest to pojęcie dość bliskie, prawo karmana jest znacznie bardziej skomplikowane i zamotane.
Jest jeszcze jedna sprawa dotycząca buddyzmu, zwłaszcza tego "bardziej" rdzennego, aniżeli setki sekt, które powstały pod wpływem podstawowych pism Buddy Sakjamuniego.
Mamy generalnie dwa rodzaje ludzi - inteligencję i plebs. Plebs uznaje samego Buddę za boga, modli się do niego, etc. etc. Inteligencja nie widzi w tym nic złego, gdyż jeśli to ma pomóc ludziom zbliżać się do nibbany/satori/whatever - tym lepiej. Inteligencja natomiast wie że Budda był człowiekiem i korzysta z jego nauk i medytacji, nie tworząc hmm... apoteozy.
