Międzynarodowa Federacja Pogańska

Forum PFI PL
Teraz jest sobota, 14 grudnia 2019, 02:08

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: niedziela, 10 marca 2013, 12:01 
Offline
Nadmilczek wprawiony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 24 lutego 2013, 16:06
Posty: 46
STRASZLIWA BROŃ STAROŻYTNYCH

W opisie arsenału indyjskich bogów można odnaleźć informacje o broniach, których działanie możemy przyrównać do działania współczesnych broni masowego rażenia. Spójrzmy: “strzała Indry” to pocisk przelatujący tysiące mil po to, by spaść u celu, niszcząc całe miasto (samonaprowadzający pocisk jądrowy?). Inna broń, “puszapati”, mogła spowodować, że przez 12 lat na terenie, gdzie wybuchła, “nie spadła ani kropla deszczu”
Najstraszniejszą bronią była “Głowa Brahmy” – prawdopodobnie pocisk jądrowy wielkiej mocy. Użyć jej miał jeden z półbogów, Ardżuna, w walce z Ravaną, wodzem wrogich Asurów (rasa kosmitów, która zbuntowała się przeciwko władzy Devów, innej rasy, która – według tekstów wedyjskich – sprawuje rządy w kosmosie). Ravana miał do swej dyspozycji latające miasto, zazwyczaj zawieszone w kosmosie pomiędzy Ziemią a Księżycem. Według naszych przypuszczeń, mógł to być olbrzymi statek kosmiczny znajdujący się na orbicie okołoziemskiej, pełniący rolę bazy kosmicznej.
Ardżuna wypuścił Głowę Brahmy w stronę wroga: “Latające miasto wzbijało się wysoko w kosmos po to, by błyskawicznie opaść tuż nad ziemię, i za chwilę znów wzbijało się w górę. Wpadało do wód oceanu i za chwilę startowało na niebotyczne wysokości… i tu dopadła go Głowa Brahmy. Szczątki tego pojazdu spadły w kawałkach na Ziemię, a jego mieszkańcy spłonęli.” (Mahabharata, Vanaparwan, rozdz.168-172) Niektóre opisy walk czy działań “bogów” są bardzo kwieciste i “magiczne”. Pamiętajmy jednak, że przez wiele wieków historie owe były przekazywane z ust do ust przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia, o czym naprawdę opowiadają. Dla nich broń dźwiękowa czy laserowa były broniami wykorzystującymi moce magii, a używające ich istoty z pewnością były bogami. Dopiero teraz, mając współczesną wiedzę, możemy właściwie zrozumieć starożytne przekazy. Co więcej, wielu uczonych badających wedyjską kosmologię twierdzi, że wraz z nowymi odkryciami współczesnej fizyki i matematyki kolejne starożytne koncepcje nabierają sensu.
Ksiega Rigwedy
Warto porównać zapisy z “Księgi Henocha” z wydarzeniami opisywanymi przez staroindyjskie eposy. I-sza księga Rigwedy zawiera dokładne opisy 12-osobowych latających pojazdów, którymi posługiwali się bogowie nad ziemią, oraz wielkich pojazdów wznoszących się ponad niebieski firmament (z opisów wynika, ze były to transportowce). Dolatywały one do trzech kosmicznych miast krążących na okołoziemskich orbitach. Drobiazgowy opis tych potężnych okołoziemskich stacji znajduje się w V księdze Mahabharaty, Drona Parva. Miasta i pojazdy były we władaniu bogów, którzy przybyli na ziemię obserwować ludzi. Bratali się i zaprzyjaźniali z niektórymi z nich, zapraszali władców do pojazdów i wraz z nimi odbywali loty nad Ziemią i do pozaziemskich miast. Staroindyjskie eposy mówią dalej o przerażających walkach, które rozegrały się między bogami. Ich następstwem stały się niewyobrażalne kataklizmy: pożary, trzęsienia ziemi, okrutne powodzie, które wyniszczyły ludzkość.
ZSTĄPIENIE Z NIEBA
“Gdy bóg Indra zaprosił Ardżunę do Nieba,
posłał po niego swój osobisty aparat latający, dowodzony przez Matalę. W Niebie,
gdzie mieszkał Indra, ujrzał Ardżuna wiele
niebiańskich istot i mnóstwo aparatów
do latania. Niektóre unosiły się w powietrzu,
inne po wylądowaniu stały nieruchomo
na ziemi.” (według Mahabharaty)
Święte księgi hinduskie opisują życie i obyczaje przeszło czterdziestu tysięcy bogów. Każdy z nich czczony jest za coś innego do dziś. Siwa, przedstawiany jest z trzecim okiem na czole, Ganes to grubas z głową słonia, a Garuda jest podobny do orła. Tak wyglądają, ponieważ posiedli wyjątkowe zdolności, niezrozumiałe dla śmiertelników. Dlatego ich siłę ludzie porównywali z siłą słonia, szybkość ze sprintem tygrysa a spryt z przebiegłością szczura. Bóstwa te mogły unosić się w powietrzu, więc malowano je ze skrzydłami. Przedstawia się je z sześcioma parami rąk, ponieważ umiały chwytać wiele przedmiotów naraz. A skoro ich wzrok widział wszystko, powstały wizerunki twarzy z trojgiem oczu. Owe istoty, choć posiadały ciało, były zupełnie inne niż ludzie. Zrozumiałe jest więc, że przybyły z Nieba. Starohinduskie słowo awatara oznacza zstąpienie z nieba.
Stare teksty
odczytane na nowo
W Wedach, najstarszych hinduskich przekazach z okresu między 1500 a 300 rokiem p.n.e. możemy przeczytać o miastach wirujących w Kosmosie, latających pojazdach bogów, dziwnej broni, a także o strasznych wojnach prowadzonych na Ziemi i w Kosmosie. Do niedawna opowieści te traktowano jak baśnie. Wreszcie naukowcy i znawcy sanskrytu rozszyfrowali znaczenie wielu wyrazów. Okazało się, że na przykład słowo vaihayasi oznacza latanie, gaganacara przestworza, a wimana to latająca maszyna. Starohinduskie teksty w świetle dzisiejszej wiedzy technicznej odsłoniły zupełnie nieznaną przeszłość.
Według tych źródeł Brahma – ojciec Wszechświatów – podzielił się na dwa ciała: męskie i żeńskie. Z pary tej zrodziła się istota o imieniu Virat, która dała życie sześciu bogom nazwanym Prajapatis. Pierwszy z nich spłodził półbogów, Asurów, czyli złe demony oraz ludzi. Wszyscy żyli ze sobą w zgodzie, aż do czasu, gdy złe demony tak się rozpanoszyły, że zdołały wypędzić półbogów z Nieba. Wówczas przybyli oni na Ziemię pod wodzą boga ognia o imieniu Agni. Ludzie pomagali dobrym bogom walczyć z Asurami. W końcu, gdy udało się pokonać demony, dwudziestu dwóch bogów wróciło do Nieba a jedenastu pozostało na Ziemi.
W epopei “Mahabharata” pełno jest opisów ich ciał. Otóż nie pocili się oni i nie mrugali powiekami. Ich stopy nie dotykały ziemi. Między Niebem a Ziemią podróżowali własnymi pojazdami.
Starożytne samoloty
Na początku latające maszyny, wimany, były w posiadaniu pięciu bóstw: Brahmy, Wisznu, Yamy, Kuwery i Indry. Teksty hinduskie mówią o czterech podstawowych typach wiman: rukma w kolorze czerwonym miała kształt stożka, sunara przypominała wyglądem cygaro (rakietę?), tripura była trzypiętrową maszyną latającą, a najokazalsza i najdłuższa sakuna miała skrzydła. Niczym ptak albo samolot. Oprócz tych czterech rodzajów maszyn istniało jeszcze 113 podtypów, które znacznie różniły się od siebie. Pojazdy bogów osiągały szybkość myśli, potrafiły dolecieć do innych planet, poruszały się na lądzie i pod wodą. Mechanizmy ich działania są dokładnie opisane, jak również sposoby kierowania pojazdem podczas dłuższych lotów, oraz to jak chronić się przed wyładowaniami atmosferycznymi, co zrobić w momencie przymusowego lądowania i jak przestawić silnik na energię słoneczną gdy zabraknie paliwa. Wspomina się nawet o siedemdziesięciu technikach i dziesięciu ekspertach, wyspecjalizowanych w lotach kosmicznych. Stare teksty opisują części aparatów latających, na które składały się: płyta podłogowa, zbiornik paliwa, wskaźnik kierunku lotu, rura ssąca powietrze, kolektory słoneczne, osłony ochraniające, śruby zaciskowe i wiele innych. Maszyny zbudowane były ze stopów różnych metali, wśród których współcześni uczeni rozróżnili złoto, srebro i żelazo. Wielu metali do tej pory nie udało się nazwać.
Zmieniając konfigurację poszczególnych elementów maszyny, można było otrzymać aparat poruszający się w powietrzu, w wodzie, pod wodą lub na lądzie. Opisane pojazdy pokonywały ogromne odległości w bardzo krótkim czasie.
Jednym z przykładów jest podróż z Lanki do Ajodhaja, z dwoma międzylądowaniami. Odległość pomiędzy tymi miastami wynosi 2880 kilometrów, a pokonywano ją w… dziewięć godzin. Oznacza to, że średnia prędkość pojazdu wynosiła 320 km/godz.! Istniały również maszyny, które na trasie 3200 km nie musiały uzupełniać paliwa. W starohinduskich tekstach znaleźć można mnóstwo innych wzmianek o przeróżnych ciekawostkach technicznych takich jak np.: roboty człekokształtne, mechaniczne urządzenia nawadniające, zegary wodne, urządzenia do ściągania chmur deszczowych. W hymnach do bogów, Rigwedach, możemy przeczytać także o pojazdach bojowych, skonstruowanych specjalnie do ratowania ludzi podczas działań wojennych. Dowiadujemy się też, że dawni mieszkańcy Indii znali różne formy maszyn latających, którymi podróżowali nawet na odległe kontynenty. Jednak tylko wybrańcom bogów wolno było oglądać Kosmos.
Kosmiczne miasta
Współcześni specjaliści od kosmicznych konstrukcji już od dawna pracują nad umieszczeniem w przestrzeni pozaziemskiej miasta tzw. habitatu. Profesor Gerard O’Neill z Instytutu Fizyki w Princeton obliczył, że aby mogło żyć w takim mieście milion ludzi, musi mieć ono około 30 km długości i oczywiście wirować wokół własnej osi. Wydział Badań Kosmosu na Uniwersytecie Stanford zaprojektował już taki habitat, jako satelitę Ziemi. Otóż okazuje się, że w czasach starożytnych miasta takie istniały.
“Dla mnie i dla moich kolegów – mówi profesor Kanjilal – nie ulega wątpliwości, że słowo sabha oznacza w języku sanskryckim zbiorowisko ludzkie. I oto w owych świętych tekstach te “zbiorowiska ludzkie” przeniesione są w Kosmos i opisywane za pomocą wielkości kosmicznych. Owe wirujące dookoła własnej osi ludzkie zbiorowiska z całą pewnością nie znajdowały się na Ziemi”.
W wielu księgach można przeczytać o gigantycznych miastach błyszczących jak srebro na niebie. Miasto Indry, zbudowane z metalu, posiadało gmachy, domy mieszkalne i tonęło w zieleni. Przez wejścia do niego mogły swobodnie przelatywać mniejsze maszyny latające. Miasto Yamy długości 750 km otaczała biała, błyszcząca ściana. Miasto Kuvery o rozmiarach 550 km na 800 km – najpiękniejsze w całej Galaktyce – połyskiwało złotymi pałacami. Te gigantyczne, błyszczące konstrukcje zawieszone na Niebie, posiadały wszystko, co jest potrzebne do życia. Ale znajdowała się tam także straszliwa broń. W wielu starohinduskich księgach są opisy wojen, w których używano bardzo dziwnej broni. Tak potężnej, że niektóre zniszczenia porównywane są dziś do wojen atomowych.
Chociaż po dawnych bogach pozostały legendy, to jednak są oni obecni we współczesnym folklorze Indii. Stare czy wznoszone obecnie budowle świątynne wzorują się na niebiańskich wozach dawnych bogów, którzy, jak mówi Rigweda, przybyli z bezdennych otchłani Kosmosu.

Wiedza wedyjska i kosmologia
Starożytna kultura Indii nie posiada sobie równych, rzadko zdarza się bowiem możliwość studiowania tak wielu starych traktatów, zapisków i objaśnień, jak właśnie dzięki dziedzictwu Bharatu.
Bhagavata Purana, Ramajana, Mahabharata to najważniejsze dzieła całej kultury i tradycji wedyjskiej, a do głównych Wed zaliczamy: Rig, Yajur, Sama oraz Atharva.
Wiele tekstów wedyjskich otwarcie wspomina i opisuje różnorakie istoty, rasy i planety, a także zawiera opisy wielkiej liczby tajemniczych pojazdów latających, wiman, technik sterowania nimi oraz walk na niebie.
Purany (z sanskr. purana znaczy ‘dawna opowieść’), uznawane są za teksty święte; stanowią swoiste encyklopedie hinduizmu; zawierają m.in. genealogie rodów królewskich, legendy i mity (kosmogoniczne itp.), opisy świętych miejsc itp.; dzielą się na wielkie (których jest 18) i poboczne; najważniejsze to: Bhagavatapurana, Markandejapurana, Padmapurana i Wisznupurana.
Purany wspominają o 400 tyś. ras istot humanoidalnych, jakie mają zamieszkiwać różne planety a także wymieniają liczbę 8 milionów form życia, w tym roślin i zwierząt. Wiele z istot jakie opisują Wedy posiada moce siddhi, które także dla ludzi żyjących na ziemi są dostępne. Wśród tych mocy możemy wyróżnić m.in. porozumiewanie się za pomocą umysłu (telepatia), zdolność do lewitacji i jej przeciwieństwo tj. zdolność do wytwarzania ogromnego ciężaru, moc podróży do wielowymiarowych rejonów bytu, zdolność do przemieszczania rzeczy poprzez eter, bez ograniczeń ze strony przeszkód fizycznych, także zdolność do przenoszenia ciała w odległe miejsca poprzez samo działanie umysłu (teleportacja, bilokacja, inne), niewidzialność, kontrola hipnotyczna na odległość.
Wiele ras jakie wymieniają teksty wedyjskie żyje, przebywa na planetach, położonych w równoległych, wyżej wymiarowych rejonach zarówno wewnątrz samej Ziemi jak i na jej powierzchni oraz w jej sąsiedztwie. Także wiele ras zamieszkujących te rejony współpracuje ze sobą, np. Siddhowie, Ćaranowie, Uragowie, Guhyakowie i Vidyadharowie, mimo że dzieli je wiele różnic zarówno psychicznych jak i w wyglądzie.
Gatunki istot jakie wymieniają Wedy cechuje spora rozpiętość w długości ich życia, wynosi ona np. 10 tyś. lat ziemskich, 5 tyś. lat, a dewowie, boskie istoty zamieszkujące jedne z najwyższych lok (płaszczyzn), żyją i nawet kilkaset milionów lat.
Wedy przedstawiają prawdę, iż wszystkie żywe istoty posiadają duszę, zwana atmą lub dźiwatmą, zamieszkującą ciało fizyczne. Dalej wierzy się wg przekazów Wed, iż dusza i ciało subtelne mogą transmigrować z ciała do ciała oraz czasowo przebywać poza ciałem cielesnym. Po osiągnięciu najwyższego poziomu świadomości dusza wyzwolona ze świata materialnego i dwoistości materii przenosi się do świata astralnego i potem przyczynowego, gdzie osiąga jednak poza nim, całkowite zespolenie z Absolutem.
Wedyjska hierarchia kosmiczna opisuje gradację wyższych układów planetarnych, ale nie są one dostępne dla mieszkańców układów niższych. I tak zgodnie z tym podziałem, Brahma ma zamieszkiwać najwyższy układ, spośród wszelkich materialnych układów, tj. Brahmalokę. Poniżej Brahmaloki leżą Tapoloki, Janaliki i Maharloki, które zamieszkują mędrcy.
Niżej tych układów znajduje się poziom Svargaloki, zamieszkiwany przez Devy. Są to istoty o silnej hierarchii wojskowej, i nie wykluczone, iż mogą się angażować w ziemskie działania. Jednak ani Devowie ani mędrcy nie angażują się bezpośrednio w życie podległych sobie istot lecz czuwają nad większym rozwojem duchowym w sposób ewolucyjny.
Nad tą całą kosmiczną hierarchią stoi Najwyższa Istota, utożsamiana z Bogiem, Absolutem, będąca najwyższym uosobieniem tego co duchowe. Jest on Paramatmą i zarazem znajduje się w sercu każdego człowieka jako dźiwatma. Bywa też tak, jak uznaje to literatura wedyjska, iż Najwyższa Osoba Boga zstępuje na Ziemię jako Awatar.
Wiele istot z wymienionych płaszczyzn bytu różnorako żyje i posiada różny światopogląd. Są takie cywilizacje czy rasy, które posiadają naturę egocentryczną (są to rasy nacelowane na służenie sobie), bez poświęcania swego życia Najwyższej Istocie. Żyją w wielkim przepychu. Są też rasy skierowane na pomoc i wychwalanie Boga, a inne wykazują z kolei cechy agresywne.
Wiele z tych istot wyposażonych jest w różne wspomniane wcześniej moce, jak choćby moc lewitacji. Owa laghima-siddhi umożliwia przezwyciężenie siły nieważkości, a literatura wedyjska wspomina wiele istot ją wykorzystujących. Są to zarówno Devy jak i inne rasy humanoidalne, wywodzące się zarówno z Brahmaloki aż na Svargaloce kończąc. Muszą być zaawansowani w rozwoju duchowym chcąc wykorzystywać takie zdolności, które na naszej planecie ukazywali czasem wielcy jogini. Jak powiada sam Awatar Kryszna, istnieje on wewnątrz wszystkiego, jest zatem esencją składników atomowych pierwiastków materialnych, a ten kto przywiązuje swój umysł do Jego Formy może uzyskać doskonałość zwaną laghima, dzięki której urzeczywistnia subtelną, atomową substancję czasu.
Czyli Kryszna daje nam tutaj wskazówkę, iż nieważkość wiąże się z czasem? A czym jest czas? Może czas jest po prostu upływem świadomości?
Obok tych rzeczy związanych z mocami psychicznymi istot, wedyjska literatura powiada sporo o wimanach. Dzieli je na dwie kategorie: 1) pojazdy stworzone przez człowieka, o kształtach przypominających samoloty, 2) dziwne obiekty o nieopływowej konstrukcji, zazwyczaj nie wytwarzane przez ludzi.
Ta druga kategoria posiada wiele cech jakie mogą odpowiadać dzisiejszym obserwacjom UFO.
Najbardziej bodaj znanym latającym pojazdem opiewanym w hinduskich mitach jest Puszpaka, napowietrzny rydwan boga dostatku Kubery, który dostał się w ręce niegodziwego Rawany. W nim to Rawana uprowadził małżonkę awatara (zstąpienia Boga) Ramy, przez co doprowadził do katastrofy całe swoje demoniczne plemię rakszasów z Lanki. Losy Ramy i zagłada rakszasów stanowią przewodni nurt słynnego eposu Ramajana, gdzie wimana została przedstawiona jako latający cylinder o dwóch pokładach z iluminatorami i kopułą. Poruszała się z prędkością wiatru wydając melodyjny odgłos. Oto fragment z tej epopeji: Pojazd Puszpaka, przypominający Słońce i należący do mojego brata, został sprowadzony przez potężnego Rawanę; ten doskonały powietrzny pojazd mogący wszędzie polecieć na życzenie … ten pojazd podobny do jasnej chmury na niebie … I wtedy król [Rama do niego] wsiadł, a doskonały pojazd na polecenie Raghiry wzniósł się wysoko w niebo.
Inny wielki epos starohinduski Mahabharata podaje, że asura imieniem Maja posiadał wimanę mierzącą w obwodzie 12 łokci i wyposażoną w cztery mocne koła. W innym miejscu przedstawia ona Krisznę (następnego awatara po Ramie) goniącego po niebie swego wroga Salwę. Gdy wimana Salwy, Saubha, staje się niewidzialna, Kriszna natychmiast wysyła specjalny pocisk, który dosięga celu lecąc według głosu.
A tak napisano o konstruowaniu wimany w sanskryckim tekście Samarangana Sutradhara: Korpus wimany musi być mocny i wytrzymały, niczym wielki ptak z lekkiego materiału. Wewnątrz należy umieścić silnik rtęciowy z żelaznym aparatem grzewczym pod spodem. Dzięki mocy uśpionej w rtęci, która wprawia napędowy wir powietrza w ruch, siedzący wewnątrz człowiek może przelatywać niebem wielkie odległości. Ruchy wimany są tego rodzaju, że może ona wznosić się pionowo i pionowo opadać, a pochylona może poruszać się do przodu i do tyłu. Dzięki tym maszynom ludzie mogą latać w powietrzu, a istoty niebiańskie mogą przybywać na ziemię. W 230 strofach tego traktatu omówiono konstrukcje wiman, startowanie, lot na tysiące kilometrów, zwykłe i awaryjne lądowanie a nawet możliwe kolizje z ptakami. Są tam informacje o pilotażu, zalecane środki ostrożności przy długich lotach, ochrona statków przed burzami i piorunami i instrukcje jak przejść na napęd ,,energią słoneczną” z energii typowej (antygrawitacyjnej?).
Bardzo szczegółowym opisem wiman jest Vimaniikaa Shastra, a o jej pochodzeniu nie wiemy nic pewnego. Są bowiem poglądy, iż nie jest to starożytny, hinduski tekst lecz Vimanika miała być spisana na początku XX wieku, za pomocą channelingu (pisma automatycznego). Medium spisującym był Pandit Subbaraya Sastry, który 1 sierpnia 1918 r. zaczął dyktować Vaimanikę panu Venkatachali Sarmie. Dzieło w całości spisano w 23 zeszytach do 23 sierpnia 1923 r. Sporządzono także kilka rysunków wiman. Wg Sastry, Vimanika stanowi tylko fragment traktatu Yantra-sarvasva (Encyklopedii maszyn mędrca Maharisziego Bharadvayi). Ta encyklopedia nie istnieje w postaci fizycznej, lecz jej zapis cały czas jest zachowany w kronice Akaszy, i stamtąd właśnie odczytano zapisy dotyczące Vimaniki. Tam zawarto różne opisy zachowań statków, takich jak np. zygzakowate ich ruchy, znikanie, podglądanie wnętrza statków innych istot, zmieniania kształtu statku i wielu innych.
Obok Vimanikii także Bhagawata Purana, Mahabharata i Ramayana zawierają opisy pojazdów latających oraz istot człekopodobnych, kierujących tymi pojazdami. Wimanami posługiwali się raczej Devowie i Upadevowie niż ludzie. Obok wiman, zarówno olbrzymich jak i mniejszych, zaprojektowanych tylko dla jednego pasażera znamy opisy latających miast, poruszających się w przestrzeni kosmicznej, niemal samowystarczalnych. Były one bardzo bogato zdobione, a na ich powierzchni zgromadzono wiele skarbów, były przestronne, znajdowały się tam także zwierzęta, a wokół samych tych miast krążyły świecące wimany. Latające miasta były nie tylko siedzibami przywódców ras ale i ośrodkami administracyjnymi (np. sławne latające miasto ze złota- Hiranyapura). Wimany zaś jarzą się jasnym światłem lub też są ogniste.
A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada w swym komentarzu do Bhagavata Purany podał trzy metody poruszania się w przestrzeni kosmicznej:
1. ka-pota-vayu, czyli dotyczy ona mechanicznych statków kosmicznych i polega na pokonywaniu eteru (budulec czasoprzestrzeni) przez statek kosmiczny,
2. aakaaśa-patana, a zatem samolot, który potrafi lecieć z prędkością umysłu. Taki samolot potrafi nas przenieść dokądkolwiek z niesamowitą prędkością myśli; niektóre wimany także wykorzystują moc umysłu, są także napędzane mantrami, tak jak niektóre pociski, jakie mogły wystrzeliwać. Eter stanowi tutaj także pole działania subtelnego umysłu, gdyż nazwa aakaaśa patana znaczy dosłownie latanie w eterze,
3. vaikuntha, oznacza całkowicie duchowy sposób podróżowania, gdyż w świecie vaikuntha wszystko, co istnieje, jest promienne i świadome, tutaj występują czysto duchowe wimany, porównywane do łabędzi, poruszają się one mocą czystej świadomości.
W literaturze wedyjskiej nie ma wątpliwości, iż wierzono w możliwość podróży na inne planety, postrzeganej zarówno jako podróż na inne układy gwiezdne, do wyższych wymiarów lub do innych wymiarów, innych niż ziemski, układ planetarny. Wewnątrz Ziemi, na jej powierzchni i wokół niej znajdować się mają inne wszechświaty, zamieszkałe rejony wyżej wymiarowe (czyżby zatem złożone z bardziej subtelnych drgań i wibracji niż nasz ziemski poziom?). Wyróżnia się tutaj 14 lok, czyli światów lub planet (układów planetarnych); 7 lok niższych i 7 lok wyższych.
Takie ośrodki jak Słońce, Księżyc oraz planety: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn są zamieszkałe a istoty je zamieszkujące posiadają odpowiednie ciała, przystosowane do warunków panujących na poszczególnych planetach. Nie ma informacji co do życia na innych planetach naszego układu słonecznego takich jak np. Pluton czy Uran.
Warto też jeszcze wspomnieć o znanym z Mahabharaty sposobie Devów i Asurów (demonów) polegającym na tym, iż mogą oni rodzić się na Ziemi w celu spełnienia określonej misji. Ma to także swe nawiązanie do odnotowywanych obecnie i coraz bardziej popularnych stwierdzeń o przypadkach tzw. walk-ins, czyli o sytuacji, w których istoty z innych planet lub poziomów, celem wypełnienia jakiejś misji czy zadania, reinkarnują się w konkretnym ciele ludzkim. Dusze takie mogą opanowywać także ciała, poprzez usunięcie dusz, pierwotnie w nich przebywających (wtedy można określić je mianem intruza, a zachowanie to przypisać demonom czyli asurom).
Aby lepiej to zrozumieć warto też jest przytoczyć przypadek słynnego świętego Srinivasa Acaryi, który swego czasu medytował o Panu Krisznie w postaci Pana Caitanyi. W tej głębokiej medytacji Srinivasa zawiesił Panu Caitanyi girlandę kwiatów. Zadowoliło to Pana Krisznę, i sam zdjął te girlandę z własnej szyi i zawiesił ją na szyi wyznawcy. Kiedy to uczynił medytacja się zakończyła lecz girlanda zawieszona była nadal na szyi Srinivasa!!! Zatem w momencie transu (głębokiej medytacji) przebywając w zupełnie innej rzeczywistości, umysł Srinivasy przepojony głęboką czcią duchową, uzewnętrznił girlandę, z subtelnej sfery do czysto materialnej.
Jak by nie patrzeć na te opisy niesamowitych sytuacji, jakie wykraczają poza nasze zdroworozsądkowe, materialne ramy postrzegania, nie ma wątpliwości, iż obcujemy poprzez spuściznę Indii z rewelacyjnymi zdarzeniami, nawet jeżeli wciąż jeszcze niektórzy postrzegają je jako typowo mitologiczne i naznaczone nutą fantazji.http://www.pinfo.pl/Unknown/64.print.aspx
Opracowanie: Jakub Jasiński

http://www.npn.ehost.pl

http://www.nieznane.pl/bron-starozytnosci,221.html


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: niedziela, 10 marca 2013, 23:12 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 8 kwietnia 2009, 22:14
Posty: 133
Lokalizacja: Ziemia
Powstrzymajmy się troszeczkę od nazywania tego wszystkiego wiedzą.

Po pierwsze jest to hipoteza, starożytnych kosmitów a nie potwierdzona naukowo wiedza. Pan Erich von Däniken w 1968 napisał sporą książkę, po naszemu Rydwany Bogów by się to nazywało, "Chariots of Gods?". Już w latach dwudziestych zeszłego stulecia Lovecraft pisał o podobnych tajemnicach antycznych astronautów. Stało się to tak popularne w literaturze zwłaszcza w dobie początków "podboju kosmosu" przez człowieka, że powstały całe rzesze zwolenników teorii UFO, czających się przy amerykańskich bazach, czekających na koniec świata, czy zakładających dziwne sekty.
W USA, kraju w większości wolnym od wpływów KRK i innych "dużych religii" było to nad wyraz częste. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych kilkadziesiąt sekt i kultów, począwszy od The Church of Bible Understanding przez Raëlian Church i Scientologów do Heaven's Gate której członkowie w 1997 popełnili samobójstwa....
Sugeruję tutaj, że kulty oparte na wierzeniach w UFO mają reputację sekt lub niewiele lepszą. Jednym z takich tworów jest też działalność pana Billiego Lake Thoma który produkuje się literacko na temat duchowości indian amerykańskich (nie kwestionuję tu jego wiedzy w tej dziedzinie bo się na niej nie znam) oraz prowadzi działalność jako uzdrowiciel po jego doświadczeniach z porwaniem przez kosmitów. Mamy tu w kraju bioenergoterapeutów po podręczniku "Magia" kupionych na "Stadionie" i uważam że ich kompetencje są porównywalne z tymi przypisywanymi panu Lake Thomowi. Także modlitwy, wyprodukowane przez niego są jak się okazuje jego własną poezją a nie konkretnym antycznym zapisem, gdyż Indianie o ile wiem takowego nie prowadzili.

Jako druid przyjmuję do wiadomości, że może coś być w twierdzeniach Ufologów i wyznawców newageowych religii opartych na teorii starożytnych obcych, jednak nie mogę akceptować ich bez dowodów. Antyczne teksty, tak wedyjskie jak i inne nastręczają tłumaczom tak wielu trudności, że istnieje conajmniej kilka wersji tłumaczeń tych samych tekstów. Są więc conajmniej niewiarygodne i pasujące raczej do programów rozrywkowych typu Nie Z Tej Ziemi i literatury fantastyczno-naukowej.

Tyle na razie. Panie Paganini - tylko się Waść nie obrażaj, bo każdy ma prawo się zwyczajnie nie zgadzać z Pana punktem widzenia zwłaszcza, że wyprodukował Pan w krótkim czasie całą serię postów, objawiających nam Pana zdanie. Aczkolwiek, podziwiam Twórców całej teorii za tak szeroką interpretację antycznych tekstów. Gdybym sam tak potrafił już dziś odtworzylibyśmy kilka pogańskich dawnych wiar ze szczątków...

_________________
"Nienawiść nie świadczy o polskości tak jak bejsbolowy kij!
Świadczy tylko o tym, że jesteś bandytą niezależnie od narodowości!"

Jestem druidem, kapłanem wiedzy.
Szanuję Ją tak bardzo, że trzymam się od niej z daleka :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: niedziela, 10 marca 2013, 23:17 
Offline
Nadmilczek wprawiony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 24 lutego 2013, 16:06
Posty: 46
Cytuj:
objawiających nam Pana zdanie.

Moje zainteresowania jeśli już,zdanie to ja sobie wyrabiam ciągle na bierzaco :)
Tylko koń nie zmienia poglądów.

http://www.youtube.com/watch?v=j-wY62rllDw


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: niedziela, 10 marca 2013, 23:25 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 8 kwietnia 2009, 22:14
Posty: 133
Lokalizacja: Ziemia
Przyjmuję wypowiedź i akceptuję jako zainteresowanie a nie próbę narzucenia czegokolwiek komukolwiek... Pośpieszyłem się z osądem.

Aczkolwiek dołożę że w wypowiedziach Pana Lake Thoma mówi on o sobie jako o Doomsday Preacher - kapłanie zagłady jakkolwiek mrocznie to nie brzmi kim stał się w wyniku doświadczeń z UFO i na nich opierający swoje działania i motywację... Odsyłam jednak do jego strony, bo nie wszystko co pisze to mrok i zło

http://www.nativehealer.net/Healer2005/prophecies.html

_________________
"Nienawiść nie świadczy o polskości tak jak bejsbolowy kij!
Świadczy tylko o tym, że jesteś bandytą niezależnie od narodowości!"

Jestem druidem, kapłanem wiedzy.
Szanuję Ją tak bardzo, że trzymam się od niej z daleka :D


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: wtorek, 12 marca 2013, 01:36 
Offline
Arcyrozmowny

Dołączył(a): niedziela, 14 listopada 2010, 20:35
Posty: 489
Kiedys jeszcze jako dziecko zdecydowalam sie sprawdzic twierdzenia pana Daenikena. Pozyczylam od babci biblie i przeczytalam Stary Testament.
Kosmitow nieznalazlam, ale zauwazylam ze okreslenie "Chwala Pana" kilkukrotnie wystepujace w Starym Testamencie jest uzywane w kontekscie sugerujacym nazwe lub typ pojazdu.
To mi wystarczy zeby uznac Daenikena i teorie starozytnych astronautow za prawdopodobna.

Podobnie z ksiazkami Zacharego Sythlina - jak sie jeszcze bawilam w New Age trafilam na wywiad Dawida Icke z szamanem zulusow, i ten szaman przedstawial legende wedlug ktorej "wezowi ludzie" wyladowali w kraju zulusow i "zagonili" tubylcow do pracy w kopalniach, zmieniajac przy tym ich kulture a byc moze i biologie.
Ten opis zazebia sie z opisywana przez Sythlina wyprawa astronautow do Abzu, krainy utozsamianej z dzisiejsza Afryka Poludniowa. Jest tu sporo podobienstw np zarowno Sythlin jak i rozmowca Ickego pokazuja "weza", "wezowatosc" jako ceche lub symbol przybyszow.
Znowu - nie ma kosmitow, ale jest ciekawa sytuacja - przedstawiciel kultury plemiennej, ktory raczej nie mial okazji zapoznac sie z kultura i legendami Mezopotami podaje podobny przekaz mitologiczny jak ten odczytany przez Sythlina.

Te 2 sprawy moze nie sa dowodami ale jednak daja do myslenia, sugeruja ze kiedys w odleglej przeszlosci ktos mogl dysponowac technika ktora przekraczala wiedze i umiejetnosci przecietnego czlowieka tamtych czasow.

Pytanie: czy to koniecznie musieli byc kosmici?
W jednej ze swoich ksiazek Daeniken pisze o plemieniu z dzungli amazonskiej, konkretnie rytualach ku czci ich bostwa. Rytual przedstawia historie boga a tubylec ktory odgrywa ta rytualna role jest ubrany w pleciony z trzciny stroj, dziwnie przypominajacy skafandry kosmiczne wspolczesnych astronautow i pilotow wojskowych. Jednoczesnie jest to z tego co pisze autor bardzo stary rytual, tak wiec mozliwosc ze w np w latach 50 rozbil sie tam samolot wojskowy i pilot wslawil sie w plemieniu odpada.
Druga poszlaka ze to jednak przybysze to plemie Dogonow i ich niezwykla wiedza na temat ukladu gwiazdy Syriusz. Chodzi tu miedzy innymi o fakt przekazywania w plemiennych legendach ze system Syriusza jest systemem gwiazdy podwojnej, z ktorej jedna z gwiazd jest tzw bialym karlem.

Inne dajace do myslenia poszlaki - Ganesia - bostwo hinduistyczne przedstawiane jako czlowiek z glowa slonia, ktorego wlasciwoscia, rola bylo "otwieranie drogi". A co jezeli ten opis to opis nie tyle istoty co funkcji - opis zolnierza w znanej z dzisiejszych czasow masce przeciwgazowej z wezem prowadzacym do filtra w plecaku lub torbie przy pasie. Zolnierza lub technika ktorego celem jest wejscie na teren skarzony i otwarcie tzn oznaczenie bezpiecznej drogi.
Jak najbardziej wspolczesna technika wojskowa...

A jezeli chodzi o wizje tego co sie dzialo i jak to wygladalo to moze warto siegnac np po takie Stargate SG1 - Sythlinowskie opisy wojen bogow, wojen w ktorych walczyli ludzie troche za bardzo przypominaja filmowe walki guauldow wladcow galaktyki.

_________________
Nie /piiiiiiiiiiiiii/ wiedzmy bo gryzie!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: wtorek, 12 marca 2013, 13:23 
Offline
Nadmilczek wprawiony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 24 lutego 2013, 16:06
Posty: 46
Wizja rydwanu Bożego

4 Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący <oraz blask dokoła niego>, a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, <ze środka ognia>. 5 Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd: miały one postać człowieka. 6 Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. 7 Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony. 8 Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach. Oblicza <i skrzydła> owych czterech istot - 9 skrzydła ich mianowicie przylegały wzajemnie do siebie - nie odwracały się, gdy one szły; każda szła prosto przed siebie. 10 Oblicza ich miały taki wygląd: każda z czterech istot miała z prawej strony oblicze człowieka i oblicze lwa, z lewej zaś strony każda z czterech miała oblicze wołu i oblicze orła, 11 <oblicza ich> i skrzydła ich były rozwinięte ku górze; dwa przylegały wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie. 12 Każda posuwała się prosto przed siebie; szły tam, dokąd duch je prowadził; idąc nie odwracały się. 13 W środku pomiędzy tymi istotami żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni, poruszające się między owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask i z ognia wychodziły błyskawice. 14 Istoty żyjące biegały tam i z powrotem jak gdyby błyskawice.
15 Przypatrzyłem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło. 16 Wygląd tych kół <i ich wykonanie> odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim. 17 Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc. 18 Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu wokoło. 19 A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła. 20 Dokądkolwiek poruszał je duch, tam szły także koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. 21 Gdy się poruszały [te istoty], ruszały się i koła, a gdy przestawały, również i koła się zatrzymywały: gdy one podnosiły się z ziemi, koła podnosiły się również, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. 22 Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. 23 Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. 24 Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. 25 Nad sklepieniem które było nad ich głowami, rozlegał się głos; gdy stały, skrzydła miały opuszczone.
26 Ponad sklepieniem, które było nad ich głowami, było coś, o miało wygląd szafiru, a miało kształt tronu, a na nim jakby zarys postaci człowieka. 27 Następnie widziałem coś jakby połysk stopu złota ze srebrem, <który wyglądał jak ogień wokół niego>. Ku górze od tego, co wyglądało jak biodra, i w dół od tego, co wyglądało jak biodra, widziałem coś, co wyglądało jak ogień, a wokół niego promieniował blask.
http://www.nonpossumus.pl/ps/Ez/


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Wiedza wedyjska i kosmologia
PostNapisane: wtorek, 12 marca 2013, 15:24 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 31 marca 2008, 02:13
Posty: 135
Lokalizacja: Kraków
Ja przepraszam, będzie może nie do końca na temat, ale muszę tu szybciutko parę rzeczy sprostować.
Alana napisał(a):
Kiedys jeszcze jako dziecko zdecydowalam sie sprawdzic twierdzenia pana Daenikena. Pozyczylam od babci biblie i przeczytalam Stary Testament.
Kosmitow nieznalazlam, ale zauwazylam ze okreslenie "Chwala Pana" kilkukrotnie wystepujace w Starym Testamencie jest uzywane w kontekscie sugerujacym nazwe lub typ pojazdu.
To mi wystarczy zeby uznac Daenikena i teorie starozytnych astronautow za prawdopodobna.

Naprawdę? Chrześcijańskie teksty mają pewną wartość historyczną, ale nie wynika ona tak naprawdę z jakiejkolwiek wiarygodności w opisywaniu faktów, a raczej z powodów mentalnościowych. Czerpanie konkretnych danych z Biblii nie jest mądrym rozwiązaniem - bo potem kończy się z taką królową Saby, która zgodnie z dowodami archeologicznymi nigdy nie mogła spotkać Salomona, bo ten zmarł według najlepszych szacunków dobre dwieście lat przed powstaniem królestwa Saby. (Przepraszam za brak konkretnych danych, ale historią Arabów nie zajmowałam się od egzaminu 4 lata temu i nie pamiętam szczegółów). Przykład niby z innej bajki, ale ładnie pokazuje jak wiarygodny jest bardziej wiarygodny z dwóch przywoływanych tekstów ;)

Alana napisał(a):
Podobnie z ksiazkami Zacharego Sythlina - jak sie jeszcze bawilam w New Age trafilam na wywiad Dawida Icke z szamanem zulusow, i ten szaman przedstawial legende wedlug ktorej "wezowi ludzie" wyladowali w kraju zulusow i "zagonili" tubylcow do pracy w kopalniach, zmieniajac przy tym ich kulture a byc moze i biologie.
Ten opis zazebia sie z opisywana przez Sythlina wyprawa astronautow do Abzu, krainy utozsamianej z dzisiejsza Afryka Poludniowa. Jest tu sporo podobienstw np zarowno Sythlin jak i rozmowca Ickego pokazuja "weza", "wezowatosc" jako ceche lub symbol przybyszow.
Znowu - nie ma kosmitow, ale jest ciekawa sytuacja - przedstawiciel kultury plemiennej, ktory raczej nie mial okazji zapoznac sie z kultura i legendami Mezopotami podaje podobny przekaz mitologiczny jak ten odczytany przez Sythlina.

Te 2 sprawy moze nie sa dowodami ale jednak daja do myslenia, sugeruja ze kiedys w odleglej przeszlosci ktos mogl dysponowac technika ktora przekraczala wiedze i umiejetnosci przecietnego czlowieka tamtych czasow.

Cóż. Tutaj mogę zaproponować inną lekturę, która również daje do myślenia: "Ludzie, bogowie i przybysze z kosmosu" Wiktora Stoczkowskiego, wydane nakładem PIW. Bardzo przyjemna lektura.

Alana napisał(a):
Pytanie: czy to koniecznie musieli byc kosmici?
W jednej ze swoich ksiazek Daeniken pisze o plemieniu z dzungli amazonskiej, konkretnie rytualach ku czci ich bostwa. Rytual przedstawia historie boga a tubylec ktory odgrywa ta rytualna role jest ubrany w pleciony z trzciny stroj, dziwnie przypominajacy skafandry kosmiczne wspolczesnych astronautow i pilotow wojskowych. Jednoczesnie jest to z tego co pisze autor bardzo stary rytual, tak wiec mozliwosc ze w np w latach 50 rozbil sie tam samolot wojskowy i pilot wslawil sie w plemieniu odpada.

Że powtórzę: naprawdę? Autor (znany zresztą szeroko ze swoich radosnych, a poważnie ponaciąganych teorii) opisuje, co mu się wydaje i co sobie wymyślił, a jako potwierdzenie autentyczności tych wymysłów mam uznać fakt, że ten sam autor napisał, że jest to "bardzo stary rytuał"? Tu mamy dokładne powtórzenie motywu znanego nam doskonale z zupełnie innego miejsca ;) "X jest prawdziwe, ponieważ X tak twierdzi". Logika jest nieubłagana ;)

Alana napisał(a):
Druga poszlaka ze to jednak przybysze to plemie Dogonow i ich niezwykla wiedza na temat ukladu gwiazdy Syriusz. Chodzi tu miedzy innymi o fakt przekazywania w plemiennych legendach ze system Syriusza jest systemem gwiazdy podwojnej, z ktorej jedna z gwiazd jest tzw bialym karlem.

A tu akurat wpadłaś jak śliwka w kompot, bo akurat historia Dogonów i sigu tolo - jak mieli nazywać Syriusza - jest jedną z moich ukochanych przypowiastek o tym, jak nieświadomy badacz może wpłynąć na obiekt badań. Sprawa miała się z grubsza tak: Marcel Griaule, francuski badacz, który prowadził w latach trzydziestych XXw. badania nad Dogonami (pierwsze i potężne), był przy okazji miłośnikiem astronomii. Gdy wrócił z Afryki, opublikował swoje prace i wspomniał, między innymi, że Dogonowie zdaja się być świadomi istnienia bliźniaczej gwiazdy Syriusza. Temple wykorzystał ten fakt, publikując w latach 70 swoją nieszczęsną "Tajemnicę Syriusza", przez co mały i bardzo krytykowany wycinek prac Griaule'a przedostał się do świadomości publicznej. Problem w tym, że już w latach 40. astronom Carl Sagan wytknął sporo słabych punktów w rewelacjach na ten temat, w których zakres wchodziły zarówno argumenty czysto astrofizyczne (np. fakt, że zgodnie z przekazanymi przez Grauile'a mitami, w systemie Syriusza miałaby się znajdować planeta zdatna do życia, co jest wysoce nieprawdopodobne - właśnie z przyczyn astrofizycznych), jak i bardziej ogólne - choćby fakt, że poza świadomością istnienia jednej podwójnej gwiazdy, wiedza astronomiczna Dogonów jest dość uboga. Na tej podstawie Sagan stwierdził, że bardziej prawdopodobne jest, że wiedza Dogonów ma źródła europejskie (pierwsze obserwacje Syriusza B miały miejsce w 1915 roku, a już wcześniej spekulowano na temat jego istnienia), niż pozaziemskie.
Całość wieńczy artykuł pana Waltera van Beek, holenderskiego badacza, który również prowadził szeroko zakrojone badania nad społecznością Dogonów, który w 1991 roku w "Current Anthropology" napisał, co następuje: "chociaż mówią [Dogoni] o sigu tolo, zupełnie nie zgadzają się co do tego, która to ma być gwiazda. Niektórzy uważają, że to niewidzialna gwiazda, która wzniesie się, by ogłosić czas święta, inni określają tą nazwą Wenus, która pod odpowiednim kątem pasuje im do opisu sigu tolo. Wszyscy natomiast zgadzają się, że o gwieździe dowiedzieli się od Griaule'a."
I w zasadzie, to ostatnie zdanie, wystarczy za całe podsumowanie. Nie jest rzeczą dziwną w etnologii, że zinternalizowana wiedza i poglądy badacza odbijają się na badanych, którzy czy to z chęci zadowolenia gościa (jak najprawdopodobniej miało to miejsce w przypadku Griaule'a), czy z jakichkolwiek innych przyczyn, odpowiadają na pytania w sposób niezgodny z prawdą, czy własnymi przekonaniami. Wystarczyło, żeby Griaule zdradził się ze swoją wiedzą astronomiczną (choćby przez źle sformułowane pytanie), żeby uzyskał odpowiedzi, jakie - według badanych - chciał otrzymać. I nie był on jedynym antropologiem, którego spotkało coś takiego - przykładem niech będzie Margaret Mead, która skompromitowała się kompletnie swoim "Dojrzewaniem na Samoa", bo jak się okazało lata później, dziewczęta, z którymi przeprowadzała wywiady, celowo wprowadzały ją w błąd.
Tak więc proponowałabym jednak zapoznanie się z opiniami tego wstrętnego "naukowego estabilishmentu", przed uznaniem Danikena i jemu podobnych za jakiekolwiek wyrocznie.



E: Literówka

_________________
O żaglach, książkach i innych sprawach
A tu można na mnie głosować, celem wysłania na Antypody ;)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL