Ciekawy artykuł w dodatku Plus minus w sobotniej rzeczpospolitej, jako przyczynek do dyskusji o obecności krzyży, a szerzej, symboli religijnych w sferze publicznej.I fragment dotyczący obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej:
Cytuj:
Czy wtedy też zaczęło się to, z czym walczy teraz Trybunał ze Strasburga, czyli symbole chrześcijańskie przestały egzystować tylko w przestrzeni sakralnej i znalazły się w przestrzeni publicznej?
Tak, ale nie wszyscy to akceptowali. Gdy w 330 roku Konstantyn stworzył nową stolicę w Konstantynopolu, powstał tam nowy, drugi senat, tak zwany konstantynopolitański. Był zdominowany przez chrześcijan, ale w starym, rzymskim senacie nadal zasiadali poganie. I tu rzeczywiście widzę pewną analogię do dzisiejszej walki o symbole religijne w miejscach publicznych. Problem był jednak odwrotny. W kurii rzymskiego senatu od dawien dawna znajdowała się bowiem figurka bogini Wiktorii, a pod spodem stał ołtarz, na którym żarzyły się węgielki. Senatorowie, wchodząc na salę, posypywali węgielki szczyptą kadzidła za pomyślność obrad. W końcu IV wieku na żądanie krewkiego biskupa Mediolanu Ambrożego nakazano jednak to wszystko wyrzucić. Wywołało to oburzenie pogańskich senatorów, którzy uznali to za zamach na świętą tradycję i podnieśli głośne larum. Jakbyśmy to dziś powiedzieli: obrażono ich uczucia religijne.
Symbole starej wiary zastępowano nowymi?
Próbowano, ale najczęściej symbolika pogańska i chrześcijańska się mieszały. Na przykład w Konstantynopolu na forum Konstantyna, na głównej arterii miejskiej, postawiono kolumnę – która notabene zachowała się do dziś – na której szczycie znajdowała się figura cesarza w promienistej koronie. Takiej samej, jaką nosił bóg słońca Sol, Helios, czyli ten sam bóg, na którego kreował się Neron w swoim kolosalnym posągu w Rzymie. Symbolika sztuki reprezentacyjnej władzy cesarskiej w czasach konstantyńskich ukształtowała się w poprzednich wiekach i była taka sama jak w przypadku innych cesarzy. Dopiero potem zaczęto dodawać do tego elementy chrześcijańskie. Na początku niewielkie.
Zaciekawiło mnie także, co na temat znaku ryby mówi Elżbieta Jastrzębowska, profesor archeologii wczesnochrześcijańskiej i bizantyjskiej UW. Wczesniej nie spotkałem się z tą teorią. Ale ciekawe.

Cytuj:
A przeżywająca obecnie renesans w formie nalepki na tył samochodu ryba?
Muszę pana rozczarować. To mit. Jeszcze przed wojną niemiecki historyk Franz Joseph Dölger napisał na ten temat pięciotomowe dzieło „ Ichthys. Symbol ryby we wczesnym chrześcijaństwie”. Okazało się, że ryba w ikonografii rzymskiej, a zwłaszcza ikonografii nagrobnej, przedstawia po prostu tradycyjny składnik menu przygotowywanego na ucztę pogrzebową. Dieta starożytnych Rzymian w dużej mierze była oparta na rybach, a już na stypach jedzono ją obowiązkowo. W zdecydowanej większości przypadków znak, o którym pan mówi, nie oznaczał więc, że pochowany był wyznawcą Chrystusa, tylko że jego bliscy na pogrzebie zjedli danie z ryby.