rawimir napisał(a):
fizycy, którzy ostatnio zajmują się zwalczaniem astrologii najwyraźniej nie mają sukcesów na własnym polu i poszukuja wroga, żeby wzmocnić swoja pozycję

Mają dokonania. Myślę, że owo zwalczanie astrologów wynika z braku luzu, z zadęcia właściwego wielu (nie wszystkim) naukowcom. No wiesz... kiedyś Jego Magnificencję całowano w rękę. Toga, berło, łacińska tytulatura odnosząca się do wielkości - to wszystko nadyma
Chociaż pamiętam małego wzrostem rektora jednej z uczelni, którego kumpel (prof. a jakże) nieodmiennie tytułował: czy Jego Minificencja już przybył, witam Jego Minificencję.
Odnośnie astrologii - traktowałem ją, podobnie jak księgę przemian I Cing, jako rodzaj autoanalizy. Na podstawie pojawiających się wskazówek odpowiedzi udzielałem sobie sam. Sama astrologia (w moim przypadku częściej I Cing) służyły porządkowaniu toku myślenia. Inaczej jest gdy podpowiedzi traktujemy jako pełne odpowiedzi. Miałem okazję wielokrotnie przetestować (100 razy?) praktycznie w pracy wskazania osób trudniących się sztuką uważaną przez niektórych za pokrewną, różdżkarstwem. Efekt wskazań radiestetów kontrolowany doświadczalnie (odwierty o głębokościach od 10 do 127m) był zgodny z rachunkiem prawdopodobieństwa. Czyli wskazania bezwartościowe w odróżnieniu od geologów wskazujących z dokładnością bez mała 100%. Po prostu czym innym podpowiedź i porządkowanie myśli, czym innym odpowiedź i ścisłe polecenie. Program pisały osoby mało elastyczne w poglądach.