 |
| Kapłanka Hathor |
 |
Dołączył(a): sobota, 8 września 2007, 22:33 Posty: 3271 Lokalizacja: lubelskie
|
Jerzy Prokopiuk zamieścił na stronie Gnosis artykuł Renesans pogaństwa, w dwóch częściach:
część I
część II
Przedstawił w nich wciągającą i dobrze udokumentowaną (jak na artykuły) analizę związków judaizmu, pogaństwa i chrześcijaństwa. Wchodząc od współczesnego zjawiska zwanego "śmiercią boga", tłumaczy jak wcześniej doszło do "śmierci bogini".
Artkuł jest obszerny i dość trudny. Mnie spodobało się szczególnie kilka fragmentów:
Dzieje Starego Testamentu stanowią zapis narodzin i pierwszych faz rozwoju ludzkiego „ja”. Jahwe i jego „ludu wybranego”, tzn. etnosu, którego przeznaczeniem było być eksperymentalnym niejako nosicielem „ja” (...)
W „charakterze” Jahwe jako Boga klarownie widać istotne cechy ludzkiego „ja”. Niestety, także takie, które dziś — po blisko dwóch tysiącach lat prób zaszczepienia nam chrześcijaństwa — uważamy za negatywne. Do cech tych należy przede wszystkim jednostronność wynikająca z zasady tożsamości, na której opierają się „ja” (samookreślenie się w stosunku do nie-„ja”), i rodząca egocentryzm (sfera intelektu), egotyzm (sfera uczuć) i egoizm (sfera woli). (...)
Kto jest wrogiem Jahwe numer 1? Kogo zwalcza on z całą zaciętością? Czyje obszary religijne i psychiczne są przedmiotem jego inwazji i ekspansji? W języku historii religii odpowiemy: Bóstwa Natury, baalim. Ale prawdziwym Łonem, z którego pochodzą one wszystkie w całej swej obfitości, jest — być może najstarsze — Bóstwo Ziemi i Natury: Wielka Bogini-Matka. W jej boskich dzieciach Jahwe zwalcza Wielką Matkę-Naturę.(...)
Tragicznym obciążeniem dziejów chrześcijaństwa (aż po nasze czasy) stał się fakt, że w jego dogmatyce i na jego gruncie utożsamiono Boga Ojca, o którym mówił Jezus Chrystus, z BOgiem Żydów — Jahwe. W ten sposób bowiem wszechogarniająca Miłość została przysłonięta w chrześcijańskiej mentalności, etyce i historii przez partykularną i jednostronną sprawiedliwość, pełne człowieczeństwo (choćby jako ideał) — przez patriarchalizm i maskulinizm. Mówiąc zaś językiem psychologii głębi: ego (niższe „ja”) człowieka postawiło się na gruncie chrześcijaństwa na miejscu jego jaźni, i to nie tylko jaźni z okresu jej zróżnicowaniem, lecz także w aspekcie przyszłościowym — na miejscu jaźni jako ideału i zadania rozwoju człowieka, jaźni ponownie, tym razem „na wyższym poziomie” jednoczącym w sobie wszelkie przeciwieństwa bytu.(...)
Chrześcijaństwo i Kościół wypowiedziały walkę pogaństwu niemal na wszystkich frontach, kontynuując pod tym względem tradycję żydowskiego jahwizmu. A była to walka prowadzona z niezwykłą, iście wężową, mądrością, choć raczej z małą dozą gołębiej Łagodności. Walka ta toczyła się niejako w dwóch formach — aktywnej i biernej: agresji i asymilacji. Formę agresji reprezentowała np. transformacja pogańskiej Bogini-Matki, przede wszystkim w postaci Afrodyty-Wenus, w Wielką Rozpustnicę Babilonu — (jak w Objawieniu św. Jana 17), a wszystkich bogów greckich i rzymskich — w antypanteon diabłów i demonów (był to szczególny przypadek ogólnej reguły: wszystkie nowe religie demonizują bogów religii, które pokonały). Forma asymilacji zaś przejawiła się zarówno w (przytoczonym) przykładzie przemiany Bogini-Matki w Sophię i Najświętszą Marię Pannę, jak i w sui generis „ochrzczeniu” niektórych pogańskich bogów i dajmonionów, i podniesieniu ich do rangi świętych (np. Apollina zabijającego węża Pythona zmieniono w św. Jerzego walczącego ze smokiem, a buńczucznego phallosa przekształcono w św. Phalla).(...)
chrześcijaństwo stało się de facto niedoskonałym amalgamatem judaizmu i pogaństwa, nieudaną syntezą rozsadzaną od wewnątrz sprzecznością istniejącą między tymi obiema jego składowymi. (Autentycznie chrześcijańska pozostała tylko jego ezoteryka — z reguły uznawana za herezję i niszczona bezwzględnie). (...)
Wraz z rozwojem chrześcijaństwa widzimy więc stopniowe odchodzenie człowieka (jako ego-świadomości) od naturalnego aspektu jaźni, odchodzenie od natury i budowanie cywilizacji „nie naturalnej” czy wręcz antynaturalnej(...)
Bogini-Matka, das Ewig Weibliche, na gruncie chrześcijaństwa funkcjonuje przede wszystkim w swym aspekcie spirytualnym, jej aspekt naturalny jako „ upadły”, związany z popędami i z ciałem, jest z reguły przedmiotem potępienia.(...)
Jakiż jednak był głębszy sens i przyczyny prześladowań czarownic? Jego przyczyn, jak się zdaje, trzeba się doszukiwać w gwałtownym nasileniu się permanentnego konfliktu między „pierwiastkiem jahwistycznym” chrześcijaństwa (w prześladowaniu czarownic protestanci nie ustępowali katolikom ani trochę), zwłaszcza w jego demonicznej wersji, a reliktami kultu Bogini-Matki. Mówiąc zaś językiem psychologii głębi, należy powiedzieć, że to ego-świadomość Europejczyka przełomu średniowiecza i czasów nowożytnych, która przeszła przez introwertyczą szkołę katolickiej mistyki i miała przejść przez szkołę surowego i pryncypialnie antynaturalnego protestantyzmu, dokonywała decydującego aktu oderwania się od niezróżnicowanej duchowości, tj. aktu oderwania się od natury, od atawistycznego poznania istot duchowych ją budujących, po to, by wejść w kolejny etap swego rozwoju. (...)
Apogeum triumfów ego-świadomości człowieka — przede wszystkim Europejczyka Amerykanina — trwało od czasów renesansu aż do pierwszej połowy XX wieku. Okres ten to czas „śmierci Bogini”: Wielka Matka żyje w tym czasie tylko poprzez nastrój poetycki w romantyzmach (starym i nowym: z początków i z końca XIX wieku), a panteon jej bogów wegetuje już tylko w podręcznikach mitologii w martwej metaforyce klasycystów. W końcu XIX wieku zaczął jednak umierać Bóg judeochrześcijański, uzurpator i impostor, Bóg ego-świadomości, zniewolony przez własny „cień”. Jego powszechną śmierć obwieścił światu Nietzsche.(...)
szczególna forma cofnięcia się współczesnego człowieka znad otchłani, nad którą się znalazł. Formą tą jest neopogaństwo. Człowiek uwolniony od tyranii jahwistycznego demonicznego „ja” często pragnie uwolnić się od niego całkowicie, ba zgoła je zniszczyć. (Wysublimowaną drogę do zniszczenia despotycznego ego proponują ludziom Zachodu liczne gnozy i mistyczne szkoły orientalne — taoistyczne, hinduistyczne, buddyjskie, muzułmańskie — rozwijające się w Europie, także w Polsce, i w Ameryce w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat; tu nie chcą się nimi zajmować.) W Europie i Ameryce pojawiła się w tym samym czasie rodzima tradycja prowadząca do tego samego celu. Tą tradycją jest neopogaństwo. Odrodzenie pogaństwa zwiastowało zrazu trzech heroldów: filozof Ludwig Klages (1872-1956, uczeń Nietzschego, brytyjski poeta Robert Graves (1895-1984), i niemiecki hellenista Walter Friedrich Otto (1874-1958).(...)
Do renesansu pogaństwa przyczyniła się także — przynajmniej w pewnej mierze — psychologia głębi. Pewną rolę odegrał tu przede wszystkim C.G. Jung: jego koncepcja jaźni (patrz wyżej), pojmowanej przezeń jako synteza duchowości i natury w człowieku, jako coincidentia oppositorum pierwiastka męskiego i żeńskiego(...)
Najbardziej wszakże reprezentatywnym współczesnym ruchem neopogańskim jest ruch czarownic (staroang. wicca — witch-cult). Odrodzenie tego ruchu zapoczątkowały, wspomniane wyżej, prace Margaret Murray z lat dwudziestych i trzydziestych naszego wieku. Po II wojnie światowej rolę jego rzecznika (była o tym także mowa) przejął Gerald Gardner, który stał się właściwym jego inspiratorem. Ruch ten rozwija się przede wszystkim w Wielkiej Brytanii i w Ameryce(...)
Nie mogę się jednak zgodzić z diagnozą Prokopiuka, wyrażoną przez niego na końcu: ludzie tacy [neopoganie] cofają człowieka do przeżytej fazy jego rozwoju, chcą okaleczyć go i jego istotę ograniczyć do jego duszy, sprzężonej z ciałem i powoli rozpływającej się w ekstazie powrotu do Bogini-Natury, w ekstazie wiecznej śmierci. To zbyt jednostronne i nie uwzględnia faktu, że czasami cofnięcie się do poprzedniej fazy rozwojowej jest konieczne, by móc zintegrować to, co zostało wcześniej wyparte. Neopogaństwo może więc mieć znaczenie terapeutyczne 
_________________
|
|